fbpx

Zamarznięty Bajkał – podróżnicze marzenie

Najgłębsze i najstarsze jezioro no świecie. Największy zbiornik wody słodkiej na Ziemi, szacowany na 20% wszystkich dostępnych zapasów. W zimie jezioro zamarza niemal całkowicie,a tafla grubego na kilka metrów lodu staje się drogą dla samochodów, zarówno osobowych jak i dostawczych. Około 80% roślin i zwierząt występujących w wodzie to gatunki endemiczne. Od 1996 roku Bajkał widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, a zeszłego lata (2018) na dobre uwiódł naszą skrybę, nie dając podróżniczej duszy żadnych szans. Decyzja o wyjeździe i zobaczeniu na własne oczy jak wygląda zamarznięty Bajkał, nazywany też „morzem Syberii” po prostu musiała zapaść. Czy spełniło ono nasze oczekiwania?

Kilka minut po piątej rano stoimy pod wierszyńskim sklepem, spod którego odjeżdża marszrutka do Irkucka. Kierowca gardzi terminem punktualność, więc dla rozgrzewki drepczemy sobie w miejscu, rzucając ostatnie spojrzenia na pogrążoną jeszcze w ciemnościach wioskę. Jakiś czas później wrzucamy do busa plecaki i przyjmujemy pozycje do słodkiej drzemki. W nasze ślady idzie pani Henryka, która towarzyszy nam w podróży do miasta. O swojej wizycie w „polskiej wiosce” na Syberii pisaliśmy tutaj http://henrykwterenie.pl/wierszyna-polska-wioska-na-syberii/

Jakoś w połowie trasy z nieznanych nam przyczyn pojazd staje. Kierowca co jakiś czas wsiada, wysiada, obstukuje „maszynę” i wykonuje kolejne telefony. Dookoła nie ma żadnych zabudowań a inne samochody przejeżdżają rzadko. Bardzo rzadko. Przez głowę przelatuje myśl, że jak utkniemy to trochę słabo, jednak po chwili znów beztrosko oddajemy się drzemce. Jak się okazało, było to dobre posunięcie, bo marszrutka wreszcie ruszyła i nieco spóźnieni, ale dojechaliśmy do celu. Przy targowisku odszukaliśmy busa z tabliczką OLCHON, wpisaliśmy się na listę pasażerów i poszliśmy na śniadanie. Ostatnie zakupy, uściski i ruszamy w trasę! W jednym z plecaków targaliśmy prowiant z prawdziwego zdarzenia – kawał tłuściutkiej słoniny doprawionej solą i papryką, którą podarowała nam w Wierszynie pani Jarząbkowa. Do tego bochenek świeżego chleba i wiemy, że z głodu nie zginiemy ;p

Zamarznięty Bajkał jako atrakcja turystyczna stał się jednym z rozdziałów pracy dyplomowej skryby. Dlatego też przed wyjazdem sporo czytała na jego temat, skupiając się głównie na relacjach innych ludzi z ich wypraw. W niemal każdej, pierwsze „spotkanie” z rosyjskim Galapagos, jak czasem zwykło się nazywać jezioro, opisywano jako mistyczne doznanie. Coś czego nie da się zapomnieć, a przynajmniej nie chce. Dlatego też im punkcik na mapie coraz bardziej przybliżał się do celu, tym bardziej przy oknach wyginały się nasze szyje. Nie mogliśmy przecież przegapić momentu, w którym Bajkał pokaże się po raz pierwszy. Emocje rosły, zwłaszcza, że nie mieliśmy pewności, czy aby na pewno wciąż jest porządnie skuty lotem. Na marginesie – na bieżąco sprawdzaliśmy na Instagramie, czy ktoś wrzuca świeże fotki z zamarzniętą taflą w roli głównej. Gdy wreszcie zobaczyliśmy błękitną plamę majaczącą po lewej stronie, siedzieliśmy jak na szpilkach. A na pewno jedno z nas 😉

Celem naszej wycieczki był Olchon – największa z wysp położonych na jeziorze, co oznaczało, że czeka nas jeszcze przynajmniej jedna przesiadka. Kiedy marszrutka się zatrzymała, szybko wytoczyliśmy się z niej, chcąc sprawdzić – skuty lodem czy nie? Po chwili zobaczyliśmy sunący w naszym kierunku poduszkowiec. Czyli skuty 😉 Mało tego, po kilku krokach zobaczyliśmy pierwsze, charakterystyczne rysy, powstałe w wyniku pęknięć. Głęboki na kilka metrów lód wciąż pracuje. Czasem usłyszeć można nawet delikatne trzaski i skrzypienie. I mimo że przy brzegu kolor lodu nie był jeszcze taki, na jaki się nastawiliśmy, zyskaliśmy pewność, że jest dobrze. Że warto było tłuc się taki kawał świata. Bo wyobraźcie sobie, że w głowie kiełkuje Wam myśl o wyjeździe. Na początku wspominacie o nim nieśmiało, jak o dalekiej przyszłości. Z każdym dniem chęć wyruszenia w trasę staje się jednak coraz większa. To stan, który porównać można do gorączki. Gorączki, która łatwo nie odpuści. Układacie więc wszystkie swoje plany na najbliższe miesiące w taki sposób, żeby dotrzeć na Syberię w okresie, kiedy zazwyczaj mróz jeszcze „pięknie” trzyma. Zapada decyzja i rusza machina związana z przygotowaniami. Gromadzicie garderobę, załatwiacie wizy, ustalacie trasę. Na miejscu okazuje się, że sorry, ale w tym roku Bajkał zaczął topnieć nieco szybciej. Pełne rozczarowanie. Tupnięcie nogą nic nie da, podobnie jak obrażenie się na cały świat. W oku kręci się łezka a wyjazd jest do powtórki. Na szczęście ten scenariusz się nie sprawdził. Zamarznięty Bajkał nie „spłatał psikusa” ;)Po rundzie poduszkowcem, czekała nas jeszcze przejażdżka UAZ-em (świetna sprawa). Takie auto moglibyśmy mieć!

Wyspa okazała się naprawdę spora, a miasteczko, w którym się zatrzymaliśmy- Chużyr – jakby wymarłe.To akurat wcale nam nie przeszkadzało, bo co to za przyjemność przeciskać się przez hordę turystów? No właśnie. Zakwaterowaliśmy się w wybranej wcześniej chacie, dołożyliśmy po warstwie ubrań i ruszyliśmy na porządnie przywitać się z jeziorem. Pierwsze minuty to stawianie kroków po lodzie, który dodatkowo przykryty jest śniegiem. Drepcze się więc powoli, ale całkiem pewnie. Prawdziwa zabawa zaczyna się, jak wychodzicie na przezroczystą, śliską taflę. Pewność „nieco” spada, a kroki stają się jeszcze mniejsze ;p Następnie są pierwsze próby: nieco mocniej depnę, pomacam ręką, usiądę. Później jest już tylko radość, że można zobaczyć i dotknąć to, co do tej pory podglądywało się na zdjęciach u innych podróżujących.

Następnego dnia ruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka i szukanie ciekawych, głównie z fotograficznego punktu widzenia miejsc. Nie mogło więc zabraknąć Szamanki czyli skały będącej świętym miejscem dla wyznawców szamanizmu. Zgodnie z ich wierzeniami w skale mieszka bóstwo Ugute-nojon będące jednocześnie panem Olchonu. Mieszkańcy od dawna darzyli to miejsce ogromnym szacunkiem m.in. nie zakłócając spokoju bóstwa swoją obecnością. Ofiary podobno zawsze składane były od strony jeziora. Aktualnie jest to chyba najbardziej turystyczne miejsce na wyspie. Najwięcej turystów zjawia się w trakcie zachodu słońca, kiedy to sceneria staje się jeszcze ciekawsza. Zamarznięty Bajkał w blasku promieni?Kosmos! Zobaczcie sami 😉

W pobliżu Szamanki dostrzec można charakterystyczne dla miejsc zamieszkanych przez Buriatów serge, czyli drewniane pale wbite w ziemię, na których powiewają kolorowe wstążki. Przywiązuje się je w trakcie modlitwy, a symbolizują życzenia/prośby wiernych. Serge symbolizować mają trzy strefy: najwyższa dedykowana jest bóstwom, środkowa osobom żyjącym a najniższa zmarłym. Wierny decyduje o tym, w którym miejscu zawiesza wstążkę. Oprócz tego, na ziemi dostrzec można mnóstwo monet zostawianych w formie ofiary.

W trakcie naszego pobytu Chużyr był już niemal wolny od śniegu, dlatego też podczas wędrówek drogą cały czas nasuwały nam się skojarzenia z Dzikim Zachodem. Piach i kurz ciągnący się za zasuwającymi z niesamowitą prędkością UAZami. Te auta to zdecydowanie wizytówka tej części Syberii. Można je spotkać na każdym rogu. Doskonale sprawdzają się o każdej porze roku. Postanowiliśmy wybrać się tymże wehikułem na całodniową wycieczkę po północnej części wyspy. W załatwieniu atrakcji pomogli nam nasi gospodarze. Tradycyjnie już, przy użyciu translatora poprosiliśmy o pomoc. Jeden telefon i wszystko było załatwione.

Po śniadaniu, dobrze ubrani (wełna merino daje radę!) ruszyliśmy po kolejną przygodę. W naszej ekipie znalazły się trzy Azjatki, każda w trakcie swojej indywidualnej podróży. Nie ma co ukrywać, Henryk od razu wzbudził ich uwagę ;D Okazało się,że pierwsza pochodzi z Tajlandii, druga z Malezji a trzecia z Korei Południowej. Każda z nich postanowiła rozpocząć poznawanie Europy od wizyty w Rosji. W tak doborowym towarzystwie spędziliśmy kilka godzin na jeziorze, co rusz podjeżdżając pod jaskinie, skute lodem skały oraz miejsca, w których doskonale widać zamarznięte pęcherzyki metanu tworzące charakterystyczne bąble.

Nietrudno się domyślić, że z czasem chłód odbierał całą przyjemność obcowaniu z Bajkałem, dlatego z wielka ulgą przyjęliśmy informację o tym, że kierowcy zamierzają przygotować dla uczestników uchę czyli tradycyjną rybną zupę. Ciepły wywar z kawałkami ryby i warzyw, a na deser piernik! Nie wyobrażacie sobie jaka była to dla nas uczta 😉

Zamarznięty Bajkał był głównym celem naszego wyjazdu i oczywiście najmocniejszym punktem wycieczki. W przerwach od ślizgania się po tafli, skryba pękała z dumy, że zarządziła ten konkretny kierunek 😉 Jeśli kiedykolwiek przeszło Wam przez głowę, żeby pojechać i zobaczyć to magiczne miejsce zimą, to z czystym sumieniem polecamy! Nam nie udało się skorzystać ze słynnej ruskiej bani, może Wam poszczęści się bardziej 😉 A na deser kilka ujęć z drona!

P.S. A tutaj http://www.bialystokonline.pl/rowerami-przez-zamarzniety-bajkal-podroznicy-pokonali-ponad-900-km-wideo,artykul,91482,2,1.html możecie przeczytać o dwójce Polaków, którzy Bajkał postanowili pokonać… rowerami 😉

2 komentarze
Udostępnij

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku