fbpx

Turystyfikacja -poważne zagrożenie?

 

listopad 2015 Marrakesz, Maroko

​Czerwone Miasto, jak zwykło się nazywać Marrakesz, miało stać się wisienką na torcie podczas naszej dwutygodniowej przeprawy przez Maroko. Zamiast tego stało się niemiłym wspomnieniem miasta, które pochyliło się przed europejskim turystą, zatraciło poniekąd tradycje i całą uwagę skupiło na zarabianiu pieniędzy. Plac Jemma El Fna wcale nie jest miejscem magicznym i orientalnym. Jest miejscem pełnym naciągaczy, młodych żebraczek, dzieciaków zaczepiających turystów i żądających pieniędzy, mężczyzn prowadzających na łańcuchach małpy, z którymi można sobie zrobić zdjęcie, „zaklinaczy węży” czy samozwańczych tatuażystek wykonujących swoje „dzieła” henną. Na targu okalającym plac oprócz lokalnych wyrobów wątpliwej jakości, królują towary prosto z Chin – wszędzie guma i plastik. Zaczynamy żałować, że na zakupy nie skusiliśmy się w Fezie czy Szafszawanie. Na widok turystów z radością wsiadających do bryczek ciągniętych przez wychudzone, stojące cały dzień w słońcu konie, mamy ochotę zacząć krzyczeć. Uliczni sprzedawcy są natrętni niczym muchy, bardzo ciężko się ich pozbyć, podobnie jak młodocianych, którzy na siłę chcą nam pomagać w znalezieniu hostelu/parkingu/sklepu, licząc na słoną zapłatę…

Obraz

Właściciel kapucynki rusza na łowy. Pod parasolem czatują „tatuażystki”

 

listopad 2016 Nosy Be, Madagaskar

​Chwilę po dotarciu na wyspę, postanowiliśmy zobaczyć jak wygląda plaża. Ledwo dotarliśmy do jej brzegu, otoczyła nas grupa dzieciaków, usłyszeliśmy BONJOUR i zobaczyliśmy wyciągnięte w naszym kierunku ręcę. Nie do końca rozumiejąc ten gest, spojrzeliśmy na nich pytająco, wtedy padło z angielska MONEY, SWEETES. Pokazaliśmy im, że nie mamy nic ze sobą. Nie zwykliśmy obdarowywać dzieci cukierkami, jak czynią to inni turyści niezdający sobie sprawy z tego, że tak naprawdę wcale im nie pomagają, a przyzwyczajają je do tego, że podarki to coś, co im się należy.
Wieczorem ponawiamy próbę spaceru po plaży. Przy jednym z zejść widzimy trzy nastolatki, wystrojone w kuse sukienki i błyszczące dodatki. Po chwili dołącza do nich jeszcze jedna i już we czwórkę ruszają żwawo przed siebie. Kilkaset metrów dalej czeka na nie czterech podstarzałych Niemców, z którymi znikają we wnętrzu miejscowej dyskoteki.
Dźwięki wydobywające się z tej właśnie dyskoteki nie dają nam spać przez najbliższe kilka nocy. Rano zaś najczęściej budzi nas ryk motorówek, które ruszają z turystami na pokładzie na poszukiwania waleni, rekinów, czy ogromnych żółwi. Chyba nie do końca zdających sobie sprawę, że ryk motoru zmniejsza ich szanse na spotkanie zwierząt…

 

Obraz

Mali biznesmeni, którzy zamiast żądać wolą działać 😉


marzec 2017 Batumi, Gruzja

​O tym, że Batumi będzie odbiegało znacznie od innych gruzińskich miast, wiedzieliśmy już od dawna. Jak tylko zameldowaliśmy się w naszym pokoju, ruszyliśmy na przechadzkę znajdującą się tuż obok promenadą. Z jednej strony mieliśmy Morze Czarne i absolutny brak plaży (kamienie, kamienie, kamienie), po drugiej zaś resztki przepięknego krajobrazu górskiego. Dlaczego resztki? Ponieważ góry zostały już niemal w całości przesłonięte przez szklane wieżowce. Żurawie wieżowe pracują cały czas, a filmik reklamujący miasto wskazuje na to, że Batumi stanie się drugim Las Vegas – wysokie, oświetlone w nocy budynki, ekskluzywne hotele, kluby i kasyna. Architekci prześcigają się w pomysłach na nowe drapacze chmur. Każdy wolny kawałek ziemi zostaje zagospodarowany, a widoki stają się towarem ekskluzywnym dla hotelowych gości

Obraz

„Gruzińskie Vegas” rozrasta się bardzo szybko

Pewien polski socjolog – Krzysztof Przecławski, specjalizujący się w socjologii turystyki, ogłosił, że aktualnie mamy do czynienia z  erą turystyfikacji.  Wskazał on na to, że celem podróży przestaje być tylko i wyłącznie wypoczynek. Ludzie wyjeżdżają w sprawach zawodowych, rozrywkowych, w sprawach związanych ze sportem czy religią.
Po raz pierwszy pojęcia turystyfikacja użyto pod koniec XX wieku i miało ono raczej pejoratywny wydźwięk. Odnosiło się do negatywnych skutków turystyki masowej oraz konsumpcyjnych postaw współczesnych „podróżników”, zwłaszcza tych nieszczędzących grosza.
Obecnie, u ludzi na całym świecie zaobserwować można ogromną chęć podróżowania, przemieszczania się, zwiedzania czy też „odhaczania” kolejnych atrakcji. Blogosfera i media społecznościowe pękają w szwach od coraz to nowych stron i profili. Wyprawy są powodem do dumy, a sama turystyka stała się trzecim co do wielkości miernikiem jakości życia (zaraz po pracy i mieszkaniu).
Podróże to uniwersalny temat do rozmów odbywanych przy stole, w pracy, na przyjęciu. Wystarczy kilka nazw państw położonych na innym niż Europa kontynencie, a nasze notowania w oczach innych idą w górę. Ale czy ktoś zastanawia się nad tym, jakie konsekwencje pociąga za sobą turystyfikacja? Jakie zagrożenia czyhają na regiony odwiedzane najchętniej? Jakie są szanse na ich ewentualny rozwój? A co z ludźmi, którzy w Wenecji, na Podhalu czy w Bangkoku żyją na co dzień?

 

Obraz

Jedna z głównych uliczek Werony

 

Przytaczając słowa Sylwii Kulczyk: turystyka i krajobraz, zawsze dość silnie ze sobą powiązane, nigdy jeszcze nie stały tak blisko, pozostając jednak jednocześnie wzajemną szansą i zagrożeniem. Turystyka to obok zjawiska społecznego także zjawisko przestrzenne, które wiąże się z budową dróg, remontem dworców i lotnisk. Z tych przedsięwzięć płyną korzyści także dla mieszkańców danych regionów, którzy zyskują szansę na pracę oraz sami będą korzystać z powstałych obiektów.
Za pozytywne skutki rozwoju turystyki uznaje się także coraz większą dbałość o przyrodę, która jest przecież jedną z głównych atrakcji – pojawianie się koszy na śmieci,prężnie działające oczyszczalnie ścieków itd.

Obraz

Standardowy widok przed wejściem do Luwru

Jednak lista skutków negatywnych zdaje się być coraz dłuższa. Także w Polsce problem rozwoju turystyki masowej staje się coraz bardziej poważny. Wraz z nastaniem sezonu w miejscowościach górskich, pojawiają się w nich rzesze turystów, nie zawsze świadomych swoich działań. Odwieczną udręką jest zaśmiecanie środowiska, każdego roku szlaki zasypywane są tonami śmieci. Nieodpowiedzialność przybyszów to kolejne utrapienie mieszkańców. Dla przykładu – w 2007 roku w Dolinie Chochołowskiej zabito młodego niedźwiedzia (obrzucano kamieniami i utopiono w potoku). Okrutnego czynu dopuściło się kilkoro turystów, tłumacząc się, że zostali zaatakowani przez zwierzę. Nie wykazała tego ani wizja lokalna, ani obrażenia rzekomo przez nich odniesione. Sprawa została zgłoszona do prokuratury, kilka miesięcy później znalazła swój finał w sądzie, jednak Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie uznało kary za zbyt surową (grzywna oraz potrącanie 15% wynagrodzenia na rzecz Skarbu Państwa).

Obraz

Kolejka do punktu, w którym przeprowadzana jest kontrola osobista – obowiązkowa dla chcących stanąć na placu św. Piotra

 

 

Coroczne „najazdy” spragnionych wypoczynku ludzi, sprawiają, że sezony narciarskie wydłużają się coraz bardziej. Wykorzystuje się metodę sztucznego naśnieżania, która wpływa negatywnie na rośliny m.in. skracając ich okres wegetacyjny. Ponadto koncentracja tak dużej liczby osób w jednym miejscu powoduje ogromne zużycie wody oraz nadmierną produkcję odpadów i ścieków. W zimie, na obszarach górskich inwersje temperatury uniemożliwiają odpływ zanieczyszczonego powietrza, wpływając tym samym negatywnie na bioklimat. Uniemożliwiona zostaje także regeneracja roślinności, zwłaszcza na ziemiach ubitych, które nie wchłaniają wody. Zaburzone zostają ekosystemy, zakłócony zostaje styl życia zwierząt (turysta staje się intruzem, który niejednokrotnie wkracza na ich teren lub przyzwyczaja do dokarmiania). Szlaki stają się zadeptane, a gatunki roślin mieszają się ze sobą.
Wśród negatywnych zjawisk, mieszkańcy często wymieniają także zawyżone ceny towarów w miejscach obleganych przez turystów oraz obawy o to, że tradycja i folklor mogą powoli zanikać po tym, jak przyszłe pokolenia będą w dalszym ciągu obserwować zachowania i nawyki przyjezdnych. Uczestnicy turystyki masowej zyskali nawet niezbyt przychylne miano „stonki”, które krąży w obiegu wśród mieszkańców Podhala poirytowanych tak dużym ruchem turystycznym w swoim regionie.

Obraz

Akropol poza szczytem sezonu

 

 

Coraz poważniejszym problemem staje się także fotografia w podróży. Współcześnie wakacje bez setki zdjęć to żadne wakacje. Nawet doświadczony podróżnik lubi udokumentować swoje dokonania, warto jednak znać istotne granice związane z robieniem zdjęć przede wszystkim ludzi i zwierząt. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że w przypadku ludzi, zanim sięgniemy po aparat powinniśmy zapytać, czy ten ktoś wyraża zgodę, a najlepiej opowiedzieć mu do czego ta fotografia jest nam potrzebna. Nie należy dziwić się, jeśli ktoś zareaguje krzykiem lub niemiłym gestem, w momencie kiedy zaczniemy pstrykać bez zgody czy uprzedniego zapytania. Zdarza się też, że mieszkańcy danych państw węszą w tym biznes – zezwalając na zrobienie zdjęcia po chwili żądają zapłaty. W Maroko czy na Madagaskarze jest to bardzo powszechne zachowanie zwłaszcza u dzieci.
Niestety zwierząt o zgodę zapytać nie możemy, dlatego w ich przypadku przydaje się zdrowy rozsądek – przede wszystkim nie należy ich płoszyć czy razić lampami błyskowymi – to także ma wpływ na spadek danych populacji. Czasami potrzebna jest interwencja ludzi, jak w przypadku pingwinów z Philip Island, których oficjalnie nie wolno fotografować ani filmować.

Obraz

Prośba o możliwość zrobienia zdjęcia nic nie kosztuje, podobnie jak wytłumaczenie po co nam takowa fotografia 😉

 

 

Jak każde zjawisko społeczne, także i turystyka wiąże się z odgrywaniem pewnych ról. Turysta przyjmuje rolę przybysza, która nierzadko pociąga za sobą zachowania zgoła inne od tych, które towarzyszą mu w życiu codziennym. Podczas wyjazdu, czy to wypoczynkowego, czy służbowego, ludzie czują się dużo swobodniej niż w miejscu, w którym mieszkają. Tak jakby nie dotyczyła ich kontrola społeczna. Przez to bardzo często dopuszczają się zachowań piętnowanych przez mieszkańców: hałasują, upijają się, nie szanują lokalnej tradycji, trwonią pieniądze. Szczególne znaczenia ma to zwłaszcza w małych miejscowościach czy na wsi, gdzie przybysz może stać się wzorcem dla obserwującej go młodzieży.

 

Obraz

Kto nie czuje się swobodniej poza miejscem zamieszkania, niech rzuci kamień…

 

 

Do pierwszego kontaktu turysty z ludnością miejscową, dochodzi najczęściej jeszcze przed ich przyjazdem – zakładając, że sami dbają o swoje zakwaterowanie. Podczas rezerwowania noclegu mają możliwość zetknięcia się z przedstawicielami danej społeczności lokalnej po raz pierwszy. Fakt, że miejscowi coraz częściej wynajmują pokoje w swoich własnych domach, świadczy o tym, że pogodzili się już z obecnością turystów w swoim regionie, a co więcej postanowili to wykorzystać . Jest to doskonały przykład rozwoju regionalnego, konflikt interesów zanika, mieszkańcy otwierają lokale gastronomiczne, świadczą usługi transportowe, sprzedają regionalne wyroby itd.  Problem pojawia się, kiedy dany region staje się zbyt atrakcyjny turystycznie i pojawiają się inwestorzy z zewnątrz. Powstają kompleksy wypoczynkowe i ośrodki rekreacyjne. Miejscowi odsprzedają swoje ziemie za zaniżoną cenę, a dochody często nie zostają w regionie. Zaburzony zostaje też naturalny krajobraz, który zakrywają wysokie budynki. Niektóre części plaż stają się plażami prywatnymi, podobnie jest ze zbiornikami wodnymi.

Obraz

„Reklama” jednej z gruzińskich, prywatnych kwater

 

 

Jak zostało już wspomniane, pierwsze próby zaadaptowania danego regionu pod potrzeby turysty, dokonują się wewnątrz. Mieszkańcy zaczynają traktować turystykę jako główne źródło dochodów. Chętniej poznają języki obce, aby sprostać oczekiwaniom przyjezdnych, inwestują też swój czas w kursy np. przewodnickie, kwitnie produkcja rękodzieła. W małych miejscowościach dochodzi do rywalizacji między sąsiadami – doskonałym przykładem są podhalańskie miasteczka,w których bardzo często właściciele lokalnych biznesów w walce o klienta podkładają sobie nawzajem przysłowiową świnię.
Turystyka to także doskonały sposób na przekazywanie sobie wartości. Przyjezdni często chcą wejść w skórę tubylców, kupując tradycyjne stroje, stołując się w miejscowych knajpach, ucząc się dialektu lub nowego dla nich języka. Działa to również w drugą stronę, mieszkańcy obserwują sposób bycia, ubrania oraz gadżety, którymi posługują się turyści. Stają się przez to trochę bardziej otwarci i tolerancyjni, momentami aż za bardzo – wybaczając wczasowiczom niektóre z wybryków. Ostatni aspekt często jest dość niebezpieczny. To właśnie działania i potrzeby turystów doprowadzają do rozwoju np. seksturystyki. Swoboda seksualna, dostęp do używek – to wszystko odbija się także na społeczności lokalnej. To przybysze zza wielkiej wody nauczyli dzieci w Afryce, że biały człowiek = prezent. To starsi, bogaci panowie szukający wrażeń, przyczynili się do rozwoju prostytucji m.in. w Tajlandii, zwłaszcza przez młode dziewczęta. Podobnie jest z monopolem na niektóre towary. Np. w Maroko, ze względów religijnych alkohol sprzedawany jest tylko turystom, w niektórych sklepach są specjalne strefy. ​

Obraz

Coraz częściej to dzieci wysyłane są w kierunku grup wycieczek, po to by sprzedały jakiś towar lub zyskały jałmużnę

 

 

Właśnie dlatego, zwłaszcza obecnie, kiedy za podróżnika uważa się niemal każdy odbywający kilka wycieczek zagranicznych w roku, istotna jest świadomość tego, jakie konsekwencje niesie za sobą turystyka w miejscach, które za jakiś czas opuścimy. Warto poświęcić chwilę na zapoznanie się z terminem post-turystyka, ponieważ to ona jest szansą na przetrwanie miejsc wartych odwiedzenia, ludów wartych spotkania i tradycji wartych poznania.
Nie bez kozery coraz częściej słyszy się o tzw. limitach dla turystów. To właśnie mieszkańcy miejscowości powszechnie uznawanych za najatrakcyjniejsze, podnoszą głos i żądają zmian, podkreślając, że nie mogą normalnie funkcjonować we „własnych miastach”. Doskonałym przykładem jest Wenecja, którą rocznie odwiedza ok. 20 mln osób. Każda z nich chce stanąć na Moście Rialto, przepłynąć się małym statkiem czy spędzić noc w mieście uznawanym za romantyczne. Coraz częściej dochodzi do protestów i prób wymuszenia na władzach kontrolowania liczby osób przyjeżdżających do włoskiego miasta i prób ich ograniczenia np. poprzez wprowadzenie biletów wstępu lub wpuszczania tylko osób posiadających rezerwację na nocleg (eliminacja odwiedzających).
​Podobna sytuacja ma miejsce w Dubrowniku, który cieszy się ogromną popularnością, zwłaszcza odkąd nakręcono w nim sceny do kultowego serialu Gra o tron. Od bieżącego roku, na historycznej Starówce przebywać może 6000 osób jednocześnie. Jest to zarządzenie władz miasta, na które wpływ miało przede wszystkim UNESCO, w obawie przed naruszeniem zabytkowych miejsc. Kolejnym pomysłem jest także podniesienie cen wstępu do kluczowych w mieście atrakcji.

 

Obraz

Kanały w Wenecji często bywają wręcz „zakorkowane”

 

Powyższe przykłady doskonale obrazują koncepcję G.V. Doxey’a, który wymienia cztery etapy, przez które przechodzi ludność miejscowa. Pierwszym z nich jest euforia, w momencie kiedy ich tereny zostają uznane za atrakcyjne. Pojawiają się pierwsi turyści, później kolejni a wraz z nimi szanse na wzbogacenie się. Drugi etap to apatia, obecność grup wycieczkowych nikogo już nie dziwi, wszyscy przywykli do widoku turystów w danym miejscu. Kolejnym etapem jest irytacja, społeczeństwo lokalne dostrzega, że chłonność ich miasta zostaje przekroczona, a mimo to wciąż stosowane są zabiegi mające na celu zwiększyć ruch turystyczny. Ostatni etap to antagonizm, turysta=nieszczęście, jego wizyta już nie cieszy a martwi. Region powoli ulega degradacji, której organizatorzy turystyki zdają się nie widzieć, prześcigając się w pomysłach na przyciągnięcie lub utrzymanie gości.

Ostatnie dekady dobitnie pokazują, że ludzie podróżowanie uznają za coś, co im się należy a nie za jakikolwiek przywilej. Mając ochotę i środki finansowe po prostu kupują bilet i ruszają w drogę, często jakoś specjalnie się do tego nie przygotowując. Nieśmiałe głosy osób dostrzegających zagrożenia wynikające z turystyfikacji nie robią na nich zbyt wielkiego wrażenia, bo dlaczego to właśnie oni mają zmieniać swoje urlopowe plany? Dominuje tutaj postawa egoistyczna, liczę się ja i moje doznania, nie mam zamiaru zamartwiać się o to, czy przyszłe pokolenia również będą mogły podziwiać te same rezerwaty, miasteczka czy parki.
Po drugiej strony barykady stoją zaś podmioty odpowiedzialne za świadczenie usług turystycznych, którym dążenia do zmniejszania ruchu turystycznego niekoniecznie są na rękę. Wszak ich zadaniem nie jest dbanie o środowisko a generowanie dochodów. Niektóre z nich decydują się na współpracę z firmami posiadającymi certyfikaty typu Green Globe, Ecotel czy Green Key. Niestety najczęściej ich celom przyświeca dobry PR a nie troska o środowisko.
Historia turystyfikacji zaczyna powoli zataczać koło, region, niegdyś nieznany, stał się atrakcyjnym. Przez lata zjeżdżało się coraz więcej turystów, rozwinęła się cała infrastruktura turystyczna. Aż doszło do momentu, w którym, zastanawiając się nad celem podróży, ludzie zaczynają odrzucać propozycje miejsc obleganych, właśnie ze względu na tłumy turystów, miejscowych „biznesmenów” i sztuczność, która pojawiła się wraz ze zbyt intensywnymi próbami dogodzenia turyście. Osoby takie będą gotowe zapłacić więcej, polecieć dalej, byle tylko poczuć namiastkę spokojnych wakacji. Dobrym przykładem jest Tajlandia, do której coraz częściej i chętniej latają także Polacy. Rajskie wyspy widoczne na fotografiach w Internecie, powiew egzotyki, do tego promocyjne ceny biletów i wymarzona pogoda. Ale co z tego, jeśli ten sam kierunek, z tych samych pobudek wybierze kilkadziesiąt tysięcy innych osób. Kolejka do zwiedzenia buddyjskich świątyń będzie przypominała tę sprzed Luwru,a plaże wcale nie będą czyste a wręcz przeludnione. Z czasem także i te dalsze kierunki spowszechnieją, liczba odwiedzających będzie zbyt duża i ponownie trzeba będzie szukać innego zakątka na świecie.

Obraz

Zaciszne miejsca z roku na rok stają się coraz bardziej pożądane

W oparciu o:
1 .Krzysztof Przecławski, Człowiek a turystyka. Zarys socjologii turystyki, Kraków 1997;
2. S. Kulczyk, Krajobraz i turystyka. O wzajemnych relacjach, Warszawa 2013;
3. K. A. Komorowska, Turystyka a społeczności lokalne – przykład tatrzański [w:] Studia regionalne i lokalne, nr 3 (13) 2003;
4 .M. Mika, Turystka zrównoważona – pytania o naukową użyteczność koncepcji [w:] Turyzm 2015, 25/1
5 .https://www.wprost.pl/139678/Wyrok-ws-zabicia-niedzwiedzia-w-Tatrach-utrzymany
6. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,4600845.html

 

No comments
Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku