fbpx

Tajskie świątynie – odwiedzać?

Jedna sztaba pan Lipski, jedna pan Siara. Jedna sztaba pan Lipski, jedna pan Siara, i aż do wyczerpania zasobów – klasyk polskich komedii, to pierwsze, co przychodzi nam na myśl na hasło sztabka złota. Drugi jest posąg Złotego Buddy, który mieliśmy okazję podziwiać w Bangkoku. Dlaczego? Ponieważ do jego wykonania użyto 5, 5 tony złota, co w przeliczeniu daje ponad 400 sztabek standardowego rozmiaru (400 x 31,1 g).

Złota figura znalazła swoje miejsce w Wat Traimt, od której rozpoczęliśmy zwiedzanie buddyjskich świątyń. Jej powstanie szacuje się na na XIII-XIV wiek, a  jako pierwotną lokalizację wskazuje się Sukhotai (pierwsze tajskie państwo). W XV wieku centralnym ośrodkiem władzy stała się Ayuthhaya i właśnie tam przeniesiono wartościowy posąg. Podczas licznych najazdów Birmańczyków, którzy słynęli z grabieży, Tajowie postanowili zabezpieczyć figurę Buddy przed rabunkiem. Wpadli na pomysł, który zakładał pokrycie całości gipsem. Tak też zrobiono. Trzeba przyznać, że w dość idealny sposób, ponieważ przez kolejne lata nikomu nie przyszło na myśl, co może kryć się pod szarą skorupą. Dopiero w XX wieku, kiedy posąg znalazł się już w Bangkoku, przez przypadek odkryto prawdę. Podczas przenoszenia, pokryty gipsem wizerunek Buddy upadł na ziemię i roztrzaskał się.  Wówczas wyszło na jaw, z jakiego kruszcu został wykonany.
U podnóża Wat Traimit kupić można kwiat lotosu lub pamiątkowe figurki (warto pamiętać o tym, że chcąc zabrać do Polski wyroby antyczne lub większe niż 20-centymetrowe figurki Buddy, należy posiadać specjalne pozwolenie). Na drewnianych krzesłach siedzą pogrążeni w medytacji mnisi, a dookoła roznosi się zapach kadzidełek.

 

Obraz

Wypolerowany na glanc, robi wrażenie 😉

Buddyjskie świątynie, to miejsca, które obowiązkowo powinien odwiedzić każdy podróżujący do Tajlandii. Wasze wyznanie nie gra tutaj żadnej roli. Potraktujcie to jako element poznawania innej kultury.
Są one bardzo ważne dla społeczności tajskiej, dlatego spotkacie je na każdym kroku. Są łatwe do rozpoznania, zwłaszcza na tle innych budynków. Większość z nich posiada bogato zdobione dachy, pokryte kolorowymi kamieniami mieniącymi się w słońcu. Uwagę przykuwa także złoty kolor i postać węża, który wkomponowany jest w zazwyczaj trójkątne kształty przykrycia budynków. Powszechnie na świątynia mówi się „wat”. Składa się on z kilku elementów takich jak: bot (główne sanktuarium, w którym odprawia się obrzędy religijne), prang (rzeźbiona wieża znajdująca się nad obiektem skarlanym), czedi (stupa, w której przechowuje się relikwie Buddy i władców), viharn (replika świątyni, w której przechowywane są figurki Buddy) oraz mondop (konstrukcja w kształcie piramidy, w której składuje się przedmioty otaczane czcią).

Obraz

Wat Traimit od frontu

 

​Podobnie jak wszyscy turyści, odwiedziliśmy również jedną z najstarszych i największych świątyń współczesnej stolicy- Wat Pho. Jej główną atrakcją jest ogromnych rozmiarów Leżący Budda (15 m wysokości i 46 m długości). W ciekawy sposób rozwiązano problem stóp Buddy. Według tajskich obyczajów należy zwracać szczególną uwagę na położenie stóp, żeby przypadkiem nie obrazić drugiej osoby. Wielkie stopy posągu ozdobiono masą perłową. Stworzona mozaika odwraca uwagę od ich pozycji, która mogłaby zostać uznana za obraźliwą. Idąc wzdłuż Odpoczywającego Buddy, widzimy małe urny, do których ludzie wrzucają drobne pieniążki. Jest ich 108, symbolizują cechy charakteru Buddy a pozostawione datki mają przynieść szczęście ofiarodawcom.

 

Obraz

Henrykowi z pewnością przypadłby do gustu 😉

​Podczas zwiedzania Bangkoku, wypada też wziąć pod uwagę Wielki Pałac Królewski.
Budowę tej królewskiej siedziby rozpoczęto w XVIII wieku i przez lata dbano o jej powiększanie. Efekt robi wielkie wrażenie. W pomieszczeniach nie wolno robić zdjęć, a strażnicy są bezwzględni w kwestii ubioru. Ciężko określić, która część Wielkiego Pałacu podobała nam się najbardziej, co kilka minut zmienialiśmy zdanie. Tak byliśmy zapatrzeni w zdobienia poszczególnych elementów, że prawie zapomnieliśmy o zajrzeniu do Wat Phra Kaeo, gdzie znajduje się Szmaragdowy Budda. Podobnie jak w przypadku złotego Buddy, prawdziwy materiał, z którego został wykonany odkryto przypadkiem. Niewielka figurka(ok. 66 cm wysokości i 48 cm szerokości) została odnaleziona w XV wieku, przykryta była warstwą gliny, która z czasem zaczęła odpadać, wtedy znalazca dostrzegł zielony kamień. Na początku sądzono, że jest to szmaragd, później okazało się, że to jadeit. Przez lata posążek umieszczany był w różnych miastach, także w stolicy Laosu, ostatecznie znajdując swoje miejsce na terenie Pałacu Królewskiego. Tajowie oddają mu ogromną cześć, sam Bhumibol Adulyadej, trzy razy w roku nadzorował ceremonię zmieniania szat Szmaragdowego Buddy. Nowy strój nadawany jest razem z nadejściem kolejnej pory roku.
Natomiast W Złotej Chedi, która wzniesiona została w sąsiedztwie biblioteki podobno ukryty jest fragment mostka Buddy.

Obraz

Namiastka całego kompleksu

Na wschód od biblioteki stanął Panteon Królewski. Jest to miejsce niedostępne dla turystów. Otwierane tylko raz w roku – 6 kwietnia, kiedy obchodzone jest święto panującej dynastii Czakri. Przebywać w nim mogą jedynie buddyści. 

Na terenie kompleksu, na każdym kroku napotykaliśmy posągi demonów czy budyneczki przedstawiające wizerunki Buddy. Budynek pałacowy także jest zamknięty dla zwiedzających. To w nim odbywają się oficjalne spotkania z władcami innych państw. Centralnym punktem kompleksu jest Pałac Chakri Mahaprasad, często nazywany „Europejczykiem w tajskim kapeluszu”, bowiem pod względem architektonicznym jest mieszanką stylów europejskich i tajskich. Pierwsza sala tronowa przekształcona została na pomieszczenie, w którym odbywają się ceremonie pogrzebowe członków rodziny królewskiej. W październiku odbędzie się w  niej pochówek króla Bhumibola, który zmarł w październiku 2016 roku. W jej wnętrzu stoi łoże wykonane z masy perłowej. Obecna sala tronowa jest jednocześnie salą audiencyjną. W jej środkowej części stoi tron w kształcie łodzi. Okazałość i bogactwo to najtrafniejsze określenia Pałacu Królewskiego. Mnóstwo kolorów, starannie dopracowanych zdobień, doskonale utrzymane części ogrodowe, zadbane tarasy. Na zwiedzenie każdego pomieszczenia i przyjrzenie się wszystkim posągom potrzeba kilku godzin, szeroko otwartych oczu i dobrej mapki z opisem poszczególnych miejsc. 

Obraz

Chyba nie da się nie zauważyć europejskich wpływów 😉

​Prawdziwym królestwem świątyń okazała się Ayutthaya, dawna stolica kraju. Pomimo tego, że większość z nich to już niestety ruiny, warto ją odwiedzić – zupełnie inny klimat niż Bangkoku. Żeby pomóc Wam go sobie wyobrazić, dodam, że na terenie niektórych świątyń kręcono sceny do filmu Mortal Kombat.

Obraz

Tajlandia niejednokrotnie doceniania była już przez twórców filmowych 😉

 

​Zmierzch miasta nadszedł w XVIII wieku, kiedy to najechali je Birmańczycy, siejąc spustoszenie i niszcząc wszystko co napotkali na swojej drodze. „Pamiątką” po ich wizycie są m.in posągi Buddy pozbawione głów. Większość z nich przystrojona jest żółtymi szarfami. Podobno w świątyni Wat Phra Si Sanphet znajdował się 16-metrowy posąg Buddy pokryty złotem. Najeźdźcy postanowili go podpalić, żeby stopić złoto. W konsekwencji spłonęła i rzeźba i świątynia.

Obraz

Haniebna ślady obecności wrogich wówczas sąsiadów

​Zwiedzanie stolic rozpoczęliśmy od współczesnej, dlatego też w rejony Sukhotai dotarliśmy na sam koniec. Historyczne miasto, dawniej pełniło funkcję najważniejszego w państwie Tajów. Zbudowano je na przełomie XIII i XIV wieku. Istniało około 200 lat. Nie przetrwało bowiem najazdu wojska z Ayutthayi. Mieszkańcy uciekli, a opustoszałe Sukhotai przez lata zarastało różnorodną roślinnością tak bardzo, że po latach ciężko było wskazać jego właściwe tereny. Aktualnie ruiny miasta widnieją na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO i stanowią część historycznego parku.

Obraz

Jeden z ostatnich punktów na terenie parku Sukhotai

Jego tereny są bardzo rozległe, dlatego poruszać się po nim można rowerami lub specjalnymi pickupami. My zdecydowaliśmy się na te pierwsze. Powoli dobijaliśmy do każdego punktu, który stanowiły pozostałości świątyń wraz z towarzyszącymi im posągami Buddy. Przy pierwszym z nich nagabywała nas przekupka oferująca słynne tekowe żaby i dziergane na drutach ubrania. Kiedy wsiedliśmy na rowery, żeby przemieścić się do następnej części parku, kobieta spakowała towar, wsiadła na swój skuterek i ruszyła przed siebie. Gdzie spotkaliśmy ją ponownie? Przy naszym drugim „przystanku”. Czekała z już rozłożonym asortymentem i jak gdyby nic ponownie podtykała pod nos drewniane pamiątki. Sytuacja powtarzała się co chwilę, jednak była to całkiem dobra metoda, niektórzy będąc pod wrażeniem uporu przekupki, ostatecznie decydowali się na zakup.

Obraz

Nie należy wyrzucać starych figurek Buddy. Zazwyczaj zanosi się je właśnie na tereny świątyń 😉

​Zajrzeliśmy także do świątyni Wat Mahathat, w której umieszczono posąg „Buddy z Chinarat”, drugą po Szmaragdowym Buddzie najchętniej oglądaną przez wiernych i turystów rzeźbę. Pielgrzymi wierzą w jej lecznicze moce, dlatego od lat przybywają, żeby pomodlić się i złożyć ofiarę. Na pobliskim bazarku kupić można specjalny zestaw „do modlitwy”. Kosztuje około 40 bahtów, a składają się na niego: kwiat lotosu, mała świeczka, kadzidełko i papierek z kawałkami złota. Cały rytuał polega na zapaleniu świeczki i umocowaniu jej w specjalnym „korytku”, następnie trzeba odpalić kadzidełko, złożyć na ołtarzyku kwiat lotosu i odstawić kadzidełko w specjalnej misie z popiołem, później należy przyklęknąć i podumać nad swoimi problemami, wyrazić ewentualne prośby lub podziękowania, ostatnią czynnością jest wtarcie złota z papierka w znajdujący się nieopodal posąg. 

Obraz

Kobiety wcierające złoto w posążek
Jednak żadna z wyżej opisanych świątyń nie wywołała u nas tylu sprzecznych emocji co Wat Ron Khun, powszechnie zwana Białą Świątynią. Jak wskazuje nazwa, od pozostałych odróżnia ją przede wszystkim kolor. Dominuje biel i srebro. Ale co tam kolor. Wyobraźcie sobie, że idziecie mostkiem, z którego obu stron wystają wielkie kły.

Obraz

Jest mostek, są kły i wiele wiele innych motywów 😉

Te z kolei otoczone są mnóstwem dłoni, skierowanych ku górze. Nietrudno dostrzec wśród nich środkowy palec, z paznokciem pomalowanym na czerwono. Z trawnika wystaje głowa Predatora. A na kolorowych ścianach wewnątrz głównego budynku dostrzec można tańczącego Michaela Jacksona czy Georga Busha siedzącego na rakiecie razem z Osama bin Ladenem. Świątynia to tak naprawdę mały kompleks, który nie został jeszcze ukończony. Pomysłodawcy i sponsora ( Chalermchai Kositpipat) nie zraziły zniszczenia, których w 2014 roku dokonało trzęsienie ziemi. Prace wciąż trwają, a  wstęp na teren Wat Rong Khun nadal jest darmowy 😉

Obraz

Jej twórca chętnie pozuje do zdjęć 😉

Na zwiedzenie wszystkich tajskich świątyń, pewnie nie starczyłoby nam życia. Jednak jesienią z pewnością odwiedzimy kolejne. Ich klimat to coś zupełnie nowego, dla osoby bywającej do tej pory jedynie w świątyniach chrześcijańskich. Polecamy każdemu! Zdejmijcie buty, wejdźcie, usiądźcie (po turecku) i spróbujcie medytacji 😉

No comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku