fbpx

Praga czyli pomysł na udany weekend

 

Mając możliwość, w tym roku postawiliśmy na kilka powrotów do miejsc, w których już byliśmy. Pierwszym z odwiedzonych ponownie miast była Praga. Podobnie jak za pierwszym razem, do stolicy Czech wybraliśmy się w lutym, także autokarem, ale w trochę powiększonym składzie. Udało nam się zorganizować szybki wypad dla sześciu osób, który mimo zasłaniającej miasto mgły był całkiem udany.
Podstawa dobrze wspominanej wycieczki, zwłaszcza w większym gronie to kwatera – my trafiliśmy wybornie. Jeśli ktoś się wybiera, szczególnie w 4-6 osób, możemy polecić perełkę w całkiem dobrej lokalizacji. Wynajęte mieszkanie było miłą odmianą po hostelu, w którym zatrzymaliśmy się za pierwszym razem. Prowadzony był przez Wietnamkę, która w swoje progi wpuściła nas dość późno. To właśnie wtedy, z samego rana wylądowaliśmy w tzw. mordowni – miejscu, do którego schodzą się ludzie po zamknięciu wszystkich klubów w mieście. Bar czynny od świtu do południa, w którym zamówienie herbaty mogłoby zwrócić na nas zbyt szczególną uwagę, dlatego też dotarcie do miasta świętowaliśmy kuflem pilsnera, obserwując otoczenie. Warto dodać, że towarzyszyła nam dudniąca muzyka techno i nienaturalnie pobudzeni ludzie 😉 Tym razem jednak pełna kulturka, dotarliśmy po południu, odebraliśmy mieszkanko i odświeżając zakamarki pamięci, posiłkując się mapką ruszyliśmy na Stare Miasto. 

 

najedzeni = szczęśliwi ;D

 

Najczęściej mijanym przez nas obiektem stał się Tańczący Domek, będący odpowiednikiem sopockiego Krzywego Domku. Uczulając naszych towarzyszy na oszustwa walutowe, ruszyliśmy zaspokoić swoje apetyty. O cwaniactwie co niektórych Czechów, mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze cztery lata temu, kiedy podczas kupowania przewodnika w języku polskim, pan kioskarz wydał nam resztę w banknotach, które wyszły już z obiegu. Dowiedzieliśmy się o tym, płacąc za rachunek w zamkowej kawiarni. W 2011 roku w Czechach wycofano z obiegu banknoty o wartości 50 CZK. 

 

Ktoś widzi tańczącą parę?
 

Szukając lokalnej knajpy, tradycyjnie posiłkowaliśmy się wskazówkami innych blogerów. Tym razem zdaliśmy się na sknerusy.pl i polecaną przez nich Havelską Korunę. To miejsce poniekąd samoobsługowe. Na wejściu dostaje się karteczkę, z która wędruję się od lady do lady, wskazując palcem lub mówiąc pani ekspedientce, na co ma się ochotę. Ona zapisuje wszystko na karcie, z którą na sam koniec podchodzi się do kasy i płaci odpowiednią liczbę koron.
Niestety w pierwszym dniu przyszliśmy za późno, znudzone panie opierały się o świecące pustkami lady, znaleźliśmy za to świetną pizzerię! Podejście drugie okazało się bardziej trafione, wszyscy wyszli zadowoleni – jedzenie domowe, smaczne i tanie. 

Podczas tej wycieczki nasze serca podbił trdelnik, na Węgrzech znany jako kurtoszkalacz. Jest to ciasto, które owija się wokół specjalnego kija, a następnie piecze w specjalnym piecu, obsypując cukrem i cynamonem, czasem z dodatkiem migdałów. Bardzo słodkie i warte grzechu!

 

 

wersja z nutellą, to prawdziwe wyzwanie ;D

 

Z racji tego, że nasza wycieczka była „weekendówką”, odpuściliśmy atrakcje typu Muzeum Alchemii czy Bibliotekę Strahowskiego. Zdecydowanym krokiem ruszyliśmy za to w kierunku Hradczan i największego na świecie zamczyska.
Przed wyjazdem sporo naczytałam się o tym, jaka to główna zmiana warty, odbywająca się o 12:00 jest zabawna. Trochę nie pasowało to do charakteru tego rytuału, ale po cicho liczyłam na coś, co nas zaskoczy. Zawiedliśmy się wszyscy, zmiana warty jak każda inna. Tuż po jej zakończeniu udaliśmy na dziedziniec zamku, żeby po chwili zrobić wooow na widok Katedry św. Wita – najlepiej prezentuje się od strony wschodniej.

 

a w środku tradycyjnie przepych i bogate zdobienia

 

Stary Pałac Królewski rozbudził naszą wyobraźnię, a zwłaszcza ogromna Sala władysławowska, w której aktualnie odbywają się m.in. zaprzysiężenia głowy państwa. Najbardziej barwna jest z pewnością Złota Uliczka, nad którą podziwiać można kilkadziesiąt gablot prezentujących najróżniejsze zbroje rycerskie. Chętni mogą też postrzelać z kuszy lub napić się kawy przy jednym z wyjść z zamku. Zwiedzanie zakończyliśmy Daliborką, czyli wieżą, która dawniej pełniła funkcję więzienia, a współcześnie pozwala na zapoznanie się z dawnymi narzędziami i metodami tortur. 

 

a na Złotej Uliczce takie oto wnętrza!

 

Wieczorna włóczęga przywiodła nas w okolice hotelu Mosaic House, koło którego nie da się przejść obojętnie. Po pierwsze wzrok przykuwają latarnie w kształcie halucynogennych grzybów, które znaleźć można tuż przy wejściu i na tarasie najwyższego piętra budynku. Ponadto w połowie drogi do hotelu, jeśli tylko zadrzecie w górę głowy, dostrzeżecie… wisielca, a nawet dwóch! Są to figury trzymające w ręku parasole i spoglądające na przechodniów pustym wzrokiem. 

 

Grzybów nie ma, jest Orloj!

 

Niekwestionowanym królem praskich rzeźb jest David Černý, którego prace rozsiane są po całym mieście, a ich charakter często określany jest kontrowersyjnym. Nam udało się dotrzeć do Niemowląt, które ustawione zostały przy wejściu do Muzeum Kampa. Istnieje jeszcze jedna wersja, trochę mniejszych bobasów, wspinających się po więzy telewizyjnej. Ponadto w mieście zobaczyć można trabanta na czterech nogach, konia będącego parodią rzeźby ze św. Wacławem (w wersji Černego zwierzę zwisa do góry nogami), Sikające Postacie czy In Utero wyglądające jak ciężarna kobieta – niezwykłości nadaje jej fakt, że śmiałkowie mogą wejść do wnętrza symbolizującego macicę. 

 

takie bobasy to Heniek lubi ;D

 

Nie mogło zabraknąć Starówki, na której pierwsze skrzypce gra Orloj. Astronomiczny zegar pochodzący z XV wieku, co godzinę przyciąga tłumy turystów, którzy chcą zobaczyć poruszający się mechanizm. Umieszczony jest on na wieży ratusza, która stanowi kolejną atrakcję, ponieważ można wejść na jej szczyt i podziwiać miasto z góry. My zamiast z lotu ptaka, woleliśmy podziwiać Pragę w wersji wieczornej 0 iluminacja prezentuje się naprawdę świetnie. 

 

a oto dowód na ostatnie zdanie 😉

 

Mimo licznych ataków ze strony czarnoskórych handlarzy, nie daliśmy się namówić na oferowane przez nich, nie do końca legalne dla turystów towary. Wieczór umililiśmy sobie czeskim piwkiem w czeluściach wynajętego mieszkania. 

Gra Taboo co chwilę wywoływała salwę śmiechu. Efekt był taki, że rano znaleźliśmy wsuniętą pod drzwi karteczkę z zapytaniem, czy nie podzielilibyśmy się  czymś do palenia, bo bardzo u nas wesoło 😉

 

tym, którzy do Prago dotrą, polecam wizytę na tej urokliwej uliczce (prowadzą do niej schody odchodzące z Mostu Karola)
No comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku