fbpx

Podróżnicze TOP 5 okiem Henryka

W kwestii podróży nie jesteśmy jakoś bardzo wybredni. Cieszy nas każda, bez względu na to, czy wiąże się z odwiedzeniem nowego kontynentu, czy sąsiedniego województwa. Nie będziemy jednak udawać, że nie prowadzimy w głowach małego rankingu. Jesteście ciekawi, które miejsca i wycieczkowe momenty znalazły się w naszym top 5? Zapraszamy do krótkiej lektury 😉

Wyobraźcie sobie bezmiar Oceanu Indyjskiego. Pogoda jest idealna. Niebieskie niebo, słońce delikatnie prażące w plecy i krystalicznie czysta woda. Siedzicie w łódce zwanej pirogą, którą wykonano z drewna. Nikt nie zakłóca Waszego „rejsu” , cisza i słońce sprawiają, że ucinacie sobie krótką drzemkę… Pobyt na Nosy Be, największej wyspie należącej do Madagaskaru był nieco inny niż pozostałe. Można powiedzieć, że miał nieco wypoczynkowy charakter. Obfitował w przepiękne widoki i smaczne jedzenie i tropienie lemurów. Dlatego póki co zajmuje mocną pozycję w naszej podróżniczej piątce 😉

Po przepychankach z mieszkańcami Medanu i kierowcami, którzy chcą ubić na nas niezłą kasę, docieramy do Bukit Lawang. Zaszywamy się w wiosce na kilka dni, przygotowując się do wędrówki po dżungli. Makaki podkradają nam z talerzy prażynki krewetkowe, dodawane niemal do każdego posiłku. Nadchodzi wreszcie dzień trekkingu i spotkania z orangutanami żyjącymi w tamtejszych lasach na wolności. Chwile radości przerywa ulewa, w trakcie której będziemy maszerować z zaciśniętymi zębami w kierunku obozowiska. Przejdziemy przez rzekę, weźmiemy prysznic pod prowizorycznym wodospadem i grzejąc się przy ognisku będziemy brać udział w zabawach proponowanych przez naszego przewodnika. Po nocy w dżungli, o poranku wypijemy gorącą kawę, a do wioski wrócimy spływając rzeką na czarnej dętce… Nasza wizyta na Sumatrze była bardzo krótka (7 dni), ale też całkiem intensywna 😉

Któregoś dnia trafiamy w Internecie na zdjęcie zamarzniętego Bajkału. Myślimy sobie „ależ cudownie byłoby zobaczyć to na żywo”. Nie mamy jednak czasu i pieniędzy. Po jakichś 2-3 latach ponownie zauważamy gdzieś fotografię skutej lodem tafli. Tym razem mamy możliwość żonglowania czasem , są też pieniądze, a więc witaj przygodo! Spotkanie z mistycznym jeziorem przerasta nasze wyobrażenia 😉 o czym wspominaliśmy Wam między innymi w tym wpisie -> http://henrykwterenie.pl/zamarzniety-bajkal-podroznicze-marzenie/

Bodźcem do kolejnego „top” wyjazdu ponownie będą treści znalezione w sieci. Oglądamy klip nakręcony w Tajlandii. Pierwszy raz. Drugi. Jeszcze kilkanaście. Postanawiamy pojechać, zobaczyć słynną „krainę uśmiechu”. Zawieszamy studia/pracę i wyjeżdżamy za granicę, żeby zarobić na swój pierwszy i chyba ostatni wypad z biurem podróży. Jesienią, kiedy w Polsce plucha i szarość zdominowały każdy zakątek, lądujemy w Bangkoku. Po opuszczeniu lotniska zderzamy się ze ścianą gorącego, wilgotnego powietrza. Po licznych wizytach w świątyniach , na marketach i zwykłych uliczkach kręci nam się w głowie od zapachów i hałasu. Wszystko jest dla dla nowe. Jedzenie, zwyczaje, religia. Łapiemy bakcyla. Po 4 latach ponownie lądujemy w stolicy Tajlandii, tym razem zamiast walizki mamy plecak, nie ma 40 innych osób – jest Henryk i co najważniejsze sami jesteśmy sobie pilotem wycieczki 😉 O tym, co wywarło na nas największe wrażenie w Bangkoku, opowiadaliśmy tutaj ->http://henrykwterenie.pl/bangkok-co-warto-zobaczyc/

W 2014 roku znajomy rzuca nam propozycję wyjazdu do Maroka. Sprawdzamy podstawowe informacje o tym kraju i postanawiamy polecieć. Na miejscu wynajmujemy samochód i rozpoczynamy prawie dwutygodniowa objazdówkę. Z lotniska wyjeżdżamy „na ślepo”, nie mając nawigacji ani Internetu. Nie znamy francuskiego, ale chcący zarabiać na turystyce Marokańczycy ułatwiają nam sprawę. Poznajemy mnóstwo nowych smaków, zajadając się kuskusem, tadżinami, oblepionym syropem słodkościami i genialnymi naleśnikami. Wszystko to popijaamy świeżymi sokami i słodką zielona herbatą z dodatkiem mięty. Uczymy się negocjować ceny i unikać naciągaczy. Nocujemy w tanich hostelach, w riadzie i nad samiuśkim Atlantykiem. Błądzenie po kolorowych uliczkach lokalnych bazarów staje się jednym z naszych ulubionych zajęć. Do domu wracamy z glinianym tadżinem i postanowieniem, że kiedyś wrócimy. Po 4 latach ponownie szukamy skarbów w feskiej medynie. Maroko staje się dla nas idealną destynacją na krótką ucieczkę od Europy.

Wspólnym mianownikiem każdego z powyższych wyjazdów jest to, że trafialiśmy w zupełnie nowe, obce nam dotychczas środowisko. Musieliśmy nauczyć się „obsługi” każdego z tych miejsc, tak aby móc w pełni wykorzystać swój pobyt. Mogliśmy podpatrzeć styl życia w innych państwach, poszerzyć nieco swoje horyzonty i dać się wciągnąć w lokalne zwyczaje. Nie obyło się bez wpadek językowych czy finansowych, ale każda była lekcją, dzięki której łatwiej było nam wrócić do Tajlandii czy Maroka. Mało tego, przepadliśmy na tyle, że wrócimy tam po raz kolejny i może kolejny … A jak będziecie mieć ochotę to i Was zabierzemy 😉

No comments
Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku