fbpx

Kulim – atrakcje z punktu widzenia lokalsów

Nasza propozycja jest taka, że podrzucimy Was do hotelu, zabierzecie najpotrzebniejsze rzeczy i pojedziecie z nami. Wynajęliśmy Wam pokój u nas w mieście, żeby jutro nie marnować czasu. Mamy już program na cały dzień! Zgadzacie się?

Takimi słowami uraczyli nas Nadza i Hazril w czasie kolacji na jednym z wieczornych targów w George Town. Pamiętacie jeszcze nasze pierwsze chwili w Malezji? Próbowaliśmy złapać stopa na Penang. Kilka minut po skleceniu kartonika z nazwą destynacji, zatrzymało się auto. Siedząca w nim młoda para szybko uświadomiła nam, że ta konkretna wyspa nie jest najlepszym pomysłem, bo obfite deszcze nie ustają i mówi się już o powodziach. Żeby nie było nam smutno zaproponowali wycieczkę na Langkawi, drugą z najbardziej znanych wysp. I tak oto nasza trasa nie po raz pierwszy ani nie ostatni uległa lekkiej modyfikacji. Krótki pobyt pozwolił nam złapać oddech, napić się piwka w przyzwoitej cenie (Langawi = strefa bezcłowa) a nawet zamoczyć stópki w Morzu Andamańskim.

Z Nadzą i Hazrilem umówiliśmy się, że jak tylko uda nam się dotrzeć na Penang, spotkamy się z nimi ponownie. Do tego czasu czuwali nad nami za pośrednictwem Facebooka ;D

 

Nie dało się ukryć, że zabawa w gospodarzy sprawia im niezłą frajdę. A atrakcji, które na nas czekały nie zorganizowałoby żadne biuro turystyczne ;D

Dzień pełen wrażeń rozpoczęliśmy od śniadania w towarzystwie menadżera hotelu, w którym nas ulokowano. Auto naszych nowych znajomych odmówiło posłuszeństwa, przez co wszystko opóźniało się w czasie, ale my zyskaliśmy kolejną cenną wizytówkę i kontakt w Malezji 😉

Po kontynentalnym śniadaniu czas rzecz jasna na porządne lokalne serwowane na małej patelce. Naleśnik odsłona 1954 ;D do tego obowiązkowo kawa z pianką!

 
 

 

Baterie naładowane ruszamy zatem odwiedzić pierwsze miejsce. Jak tylko podjechaliśmy pod bramę, zaczęliśmy podejrzewać, że nie jest ono oblegane przez turystów. I słusznie. Byliśmy prawdopodobnie jednymi z pierwszych Europejczyków, którzy przekroczyli dom drewnianej chaty. Nie byle jakiej. Chaty, w której przez kilka dni ukrywał się sułtan Kedah – Abdul Hamid Halim.

 
 

 

Cała historia brzmi jak scenariusz filmu akcji. Jej tłem jest Bitwa o Malaje toczona między wojskami alianckimi a japońskimi. Chcąc chronić sułtana stanu Kedah, Brytyjczycy zadecydowali, że zostanie on przetransportowany na wyspę Penang. Na kilka dni przed realizacją planu, syn sułtana, Tunku Abdul Rachman miał sen, który utwierdził go w przekonaniu, że na ojca czyha niebezpieczeństwo. Uznał też, że w tak ciężkim dla kraju okresie, władca powinien być razem ze swoim ludem, zwłaszcza będąc już w sędziwym wieku (77 lat). Postanowił, że najlepszym rozwiązaniem będzie… porwanie ojca z konwoju. I tak też zrobił, z pomocą zaufanych osób rzecz jasna.

W dniu, w którym konwój ruszył w kierunku wyspy Penang, przyszły premier Malezji czekał aż zza ciężarówek ochraniających ojca, wyłoni się żółty Rolls Royce. Trzymając w ręku pistolet, wsiadł do środka i nakazał kierowcy zmianę trasy. Nową destynacją było miasto Kulim, a konkretniej wioska Kampung Sedim, której mieszkańcy zobowiązali się stać na straży drewnianych chat. Mimo ultimatum, które postawiono synowi sułtana (dostarczenie ojca na Penang albo areszt), ten postawił na swoim. Nie trzeba było długo czekać, aby usłyszeć odgłos japońskich bombowców przelatujących nad drogą, którą sułtan miał pokonać zgodnie z planem Brytyjczyków.  

 

 

Dom, w którym władca znalazł schronienie zaczęto określać mianem King’s Shelter House. Jest on otwarty dla osób z zewnątrz. Goście mogą zajrzeć w każdy zakamarek, wpisać się w pamiątkowy zeszyt i wymienić uprzejmości z ludźmi, którzy obecnie się nim zajmują. Nam proponowano też, żebyśmy sprawdzili miękkość łóżka, w którym spał sułtan. Wyobrażacie sobie coś takiego w Europie? My też nie ;P

 

 

Obejrzawszy King’s Shelter z każdej strony, przenieśliśmy się do miejscowego pensjonaciku, który właśnie szykował się na przyjęcie sporej liczby gości. I tu powtórka z rozrywki, pamiątkowe zdjęcia (koniecznie na ławce!), wpis do zeszytu i drobne upominki.

 
 

 

Mimo, że pogoda tego dnia za bardzo nas nie rozpieszczała, nie mogło zabraknąć bliższego spotkania z naturą. Padło na Rezerwat Przyrody Gunung Inas w okolicy Kulim. Jest to miejsce idealne dla osób lubiących spędzać aktywnie czas. Baza noclegowa jest dobrze rozwinięta. Dookoła gęsty las, wodospady, rwąca rzeka. Można wpaść na survivalowy weekend, można spłynąć rzeką lub popływać kajakami. Można zdecydować się na trekking, koniecznie z wejściem na The Tree Top Walk, czyli ścieżką mierząca 925 metrów, która w najwyższym punkcie zawieszona jest 26 metrów nad ziemią! Można zagrać w paintballa i szereg lokalnych gier. Zainteresowanych odsyłamy na stronę rezerwatu

 

 

Przed kolejną atrakcją obowiązkowo trzeba było nabrać sił, stąd uczta na świeżym powietrzu. Lokalne ryby i aromatyczne sosy, ryż i warzywa. A na deser pan durian i nauka otwierania tego owocu. Okazało się, że jest to dziecinnie proste. Nie trzeba wielkich nakładów siły, w odpowiednim miejscu należy wbić toporek/nóż, przekręcić i gotowe!

 

 

Łowiliście kiedyś ryby? W sposób bardziej tradycyjny tj. zarzucając sieci? My zostaliśmy zaproszeni na lekcję na teren stawów hodowlanych. Wydaje się niby proste, jak obserwujemy kogoś, kto zna się na rzeczy. Rzeczywistość nie jest jednak taka cukierkowa. Szkodnik chętnie podjął się zadania i okazał się całkiem pojętnym uczniem 😉 Resztę ekipy Henryk w terenie zadowoliło karmienie rybek, czerpanie wiedzy o owocach rosnących na pobliskich drzewach i uciekanie przed gęsiami ;P

 
 

 

W pakiecie była też opcja kąpieli w stawie i masażu wykonywanego przez rybki, ale jedynym chętnym okazał się Hazril. Poniższa fotografia najlepiej zobrazuje Wam czy było warto ;D

 
 

Przypadkowo nawiązana znajomość trwa po dzień dzisiejszy. Od czego jest Facebook? Mamy nadzieję, że kiedyś będziemy mieli tę przyjemność gościć ich w Europie a najlepiej w Polsce. Wysyłając paczkę do Malezji bardzo żałowaliśmy, że nie ma sensu wkładać do niej chociażby polskich czekolad. Może jednak przy kolejnej podróży w ten rejon świata, jakoś uda nam się je przewieźć 😉 Macie pomysły co przybyszom z Azji pokazać w Polsce po prostu trzeba?  

 

źródła, z których korzystaliśmy przy pisaniu tekstu: 

https://www.nst.com.my/lifestyle/sunday-vibes/2017/04/235140/sultans-abduction

https://www.orangkedah.com/penculikan-sultan-abdul-hamid-halim-shah-dalam-peristiwa-sedim-di-kulim-kedah.html

 

 

No comments
Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku