fbpx

Jak przyjęła nas Rosja? Złe dobrego początki ;)

 

18 marca, 6:00 rano – po prawie 30 godzinach podróży docieramy do Petersburga. Zaspani, wyglądamy z okien autokaru – opuszcza go większość pasażerów, dlatego postanawiamy pójść w ich ślady. Jest ciemno i zimno, więc swoje kroki natychmiast kierujemy do budynku dworca. Tam czeka nas pierwsza kontrola bagażu – tego dnia będzie ich więcej. Dosyć szybko orientujemy się, że nie jest to główny dworzec. Oprócz nas, ochroniarzy i znudzonych pań w okienkach kasowych nie ma tam prawie nikogo. Nie ma też żadnej otwartej sieci WiFi, a budki z jedzeniem są nieczynne. Tablica odjazdów wyświetla rożne kierunki, ale żaden nie prowadzi do centrum miasta. W biletomacie nie znajdujemy opcji na bezpośredni przejazd ani żadnej informacji o tym jak dotrzeć na Dworzec Moskiewski. Podejmujemy więc próbę uzyskania pomocy w okienku. Błąd!

 

 

Kobieta, słysząc dokąd chcemy się dostać macha rękoma i podniesionym głosem mówi, że to się nie da. Woła koleżankę i razem śmieją się pod nosem. Na kartce zapisuje nam cyrylicą wskazówki, których nie jesteśmy w stanie odczytać ze względu na charakter pisma, widząc, że rozmowa z jej strony skończona zrezygnowani odchodzimy od okienka. Szczęścia postanawiamy poszukać na zewnątrz. Bez powodzenia. Wracamy, żeby się ogrzać. Ponownie przechodzimy przez bramkę kontrolną i próbujemy połączyć się z którąkolwiek z dostępnych sieci internetowych. Ta sztuka udaje się dosłownie przez dwie minuty, znajdujemy numer autobusu, który dowiezie nas na miejsce. Pełen sukces!

 

 

Stojąc z tobołkami wśród tłumu ludzi spieszącego się do pracy, powoli zdajemy sobie sprawę, że nieznajomość języka rosyjskiego zaszkodzi nam bardziej niż myśleliśmy. W okolicy nie ma możliwości kupienia biletu, zakładamy więc, że będzie taka opcja w autobusie. Nic z tych rzeczy. Zrezygnowani jedziemy kilka przystanków na gapę, w każdej wsiadającej osobie, dopatrując się kanara. W końcu wysiadamy, nie chcąc zacząć pobytu w Rosji od mandatu. Przeklinając pogodę, plecaki i siebie zaczynamy trzykilometrowy marsz w kierunku dworca. Dwie noce spędzone w autokarze dają się we znaki coraz bardziej. Pierwsze spięcia na linii fotograf – skryba, humoru nie traci tylko Henryk 😉 Zanim deszcz rozpada się na dobre, docieramy na miejsce.

 

 

W przechowalni bagażu ponownie zderzamy się z „językową ścianą”. Ale jakąś godzinę później mamy już kupioną kartę SIM, dostęp do Internetu i kubek kawy w ręce! Każde wyjście z dworca oznacza kolejną kontrolę, a wychodzimy często, sprawdzając czy deszcz wreszcie odpuścił. Jedno chce przejść się miastem, drugie nie bardzo, ale wreszcie ruszamy. Spacerując jeszcze szaro-burą ulicą znaną jako Newski Prospekt wiemy już, że miasto przypadnie nam do gustu. Mimo zamarzniętej jeszcze Newy i zalegających dookoła grud brudnego śniegu, Peter -jak zwykli go nazywać mieszkańcy- robi na nas pozytywne wrażenie.

 

 

 

Zła passa jednak trwa, niemal na końcu ulicy łapie nas ulewa. Na to, żeby schronić się w którejś z kawiarni nie mamy już czasu, bo za niedługo odjeżdża nasz pociąg do Moskwy. Spiesznym krokiem, brodząc w kałużach w milczeniu wracamy na dworzec. Odbieramy bagaże, przechodzimy kontrolę i odszukujemy swój peron. Po okazaniu paszportu zostajemy wpuszczeni do naszego wagonu. W środku jest czysto, ciepło i wygodnie. Z ulgą rozsiadamy się na swoich miejscach i czekamy na odjazd. W międzyczasie dostajemy bułki, wodę i coś słodkiego a na małych telewizorkach wyświetla się „Wilk i zając”. Przejazd trwa cztery godziny w ciągu których na zmianę przysypiamy i oglądamy krajobrazy za oknem, zastanawiając się czy mróz nad Bajkałem wciąż trzyma 😉

 

 

Wysiadamy na Dworcu Leningradzkim. W oczy rzuca nam się pierwsza z Siedmiu Sióstr Stalina – Hilton Moscow Leningradskaya Hotel. Dookoła jest gwarno i tłoczno, ale sprawnie torujemy sobie drogę do hostelu. Wszak czeka tam na nas ciepły prysznic 😉

 

 

 

Odświeżeni, staczamy walkę ze zmęczeniem, której nie sprzyja widok pościelonego łóżka. Błyskawicznie zbieramy w sobie resztki sił i ruszamy na Plac Czerwony, żeby sprawdzić jak prezentuje się wieczorową porą. Temperatura panująca na zewnątrz nie jest zbyt przyjemna, ale próbujemy o tym nie myśleć. Jak w transie krążymy po placu. Wszelkie wątpliwości związane z wyborem kierunku podróży odchodzą w zapomnienie.  

 

 

Swój pobyt w Moskwie świętujemy w małej knajpce, zajadając się gruzińskimi smakołykami. Następnego dnia budzi nas deszcz uderzający o dach wielkimi kroplami. Trochę to krzyżuje nasze plany, ale tylko trochę. Kiepską pogodę postanawiamy wykorzystać na zwiedzanie stacji metra, które na całym świecie uznawane są za dzieła sztuki. Postaramy się Wam to udowodnić w kolejnej relacji z Rosji 😉

 

No comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku