fbpx

Gletsch – szwajcarska osada pośrodku gór

Kilka słów o Gletsch

330 metrów – taką odległość musicie pokonać, chcąc przejść od pierwszej tabliczki „wjazdowej”, informującej o tym, że jesteście w Gletsch, do tabliczki „wyjazdowej”. Trafiliśmy tutaj przez przypadek, który okazał się być szczęśliwym trafem. Na trzy miesiące staliśmy się jednymi z kilkunastu mieszkańców szwajcarskiego miasteczka. Balans został zachowany, zdążyliśmy się zachwycić, nacieszyć, ale jeszcze nie znudzić.  

 

Grand Hotel Glacier du Rhone - czyli nasze obecne miejsce pracy

Jedenaście budynków. Każdy z własną historią. Oczywiście „nasz” prezentuje się najbardziej okazale. Czerwone okiennice przyciągają wzrok każdego, kto zapuści się w te strony. Ponadto tory, po których w sezonie śmiga kolej parowa i zagajnik, często służący za pole campingowe. Do tego drogi i szlaki wiodące na przełęcze Furka i Grimsel. I najważniejsze – góry, otaczające nas z każdej strony.  

 

Nie ma sklepów, jest maleńka anglikańska kaplica. Najbliższa stacja benzynowa oddalona jest o ok. 8 kilometrów. Sezon trwa od początku czerwca do pierwszej połowy października. Wtedy bez problemu (z małymi wyjątkami) da się do Gletsch dojechać. W pozostałych miesiącach drogi bywają zamknięte i nie spotkacie tu żywego ducha (o pozostałych krążą legendy ;))

 

 

 

 

Grimselschlange to chmura, którą widzicie w tle. Niesamowite zjawisko 🙂

Co robić w Gletsch?

Przełęcze Furka i Grimsel oraz lodowiec Rodanu – trzy najważniejsze powody dla których ludzie obierają na swój podróżniczy cel okolice Gletsch. Samochodem, camperem, motocyklem, rowerem… W głównym sezonie tj. lipiec-sierpień, osada potrafi pękać w szwach. Niejednokrotnie spotkaliśmy także Polaków, dla których szwajcarskie trasy są idealnymi na wyprawy jednośladami.

Tuż pod naszym nosem obozowali uczestnicy rowerowej pielgrzymki do sanktuarium La Salette. Wyruszyli z Żywca i podróżując pod hasłem Rozkręć wiarę wzbudzili w nas niemały podziw. Swoją „misję”, nie po raz pierwszy zakończyli sukcesem, którego z tego miejsca im gratulujemy! 😉

Bez względu na to, czy w Gletsch zjawilibyście się przejazdem, czy też na dzień lub dwa, nie powinno zabraknąć Wam atrakcji. Warunek jest jeden – lubicie góry i obcowanie z naturą.

 

 

 

Przed Wami lista rzeczy, które wypada/można zrobić:

 

 

1. Przede wszystkim szybka rundka, żebyście zobaczyli jak maleńka jest to wioska 😉 Śmiało możecie odwiedzać też chatkę, w której Monika produkuje alpejskie sery. Zakupy oczywiście też wskazane 😉

Henryk zaprasza do Gletsch 🙂

2. Spacer wzdłuż rzeki Rodan, która zawiedzie Was do wodospadu. Po drodze z pewnością spotkacie pasące się krowy, a otaczające Was widoki sprawią, że nie raz i nie dwa sięgniecie po telefon.   

 

 

3. Otworem stoi kaplica anglikańska, nikt nie każe Wam się modlić, ale zajrzeć można!

 

Zapraszamy do środka
Zapraszamy do środka
Skromnie, co ?
Symbolicznie można zapalić świeczkę
A tak to wygląda w nocy 🙂

 

 

4. Amatorzy słońca mogą pokonać małą górkę i wyłożyć się na kamieniu, a szukający odrobiny cienia, rozsiąść się na ławce we wspomnianym już zagajniku.

 

Chwila odpoczynku
Łyk zimnej, źródlanej wody
W gorące dni
Czego chcieć więcej :)?

5. Największy entuzjazm wśród turystów wywołuje zazwyczaj widok lokomotywy parowej. Przy odrobinie szczęście będziecie mogli zobaczyć, jak odjeżdża z maleńkiego dworca oraz jak sunie w górę niczym Hogwart Express 😉 Oczywiście, kupując nieco wcześniej bilet, możecie stać się pasażerami i przejechać wybrany przez siebie odcinek. Atrakcja nie należy do najtańszych, ale podobno warto 😉

Hogwart Express 🙂
Jedna z droższych przejażdżek 🙂
Para buch, koła w ruch...

 

6.Jeśli zgłodniejecie, jedyną opcją będzie samoobsługowa restauracja ze słonecznym tarasem w bonusie. Spory wybór, przemiła obsługa ;D

7. Wycieczka bez zwiedzenia chociaż jednego muzeum to nie wycieczka? Przy odrobinie szczęścia drzwi tzw. Blau Hausu będą otwarte. Obejrzycie starodawne wnętrza i krótkometrażowy film o Gletsch.   

8. Alternatywą jest również możliwość zobaczenia fragmentu dawnej elektrowni wodnej, która przed laty zaopatrywała całą osadę w prąd.   

9. Tym, którzy nie lubią siedzieć w miejscu polecamy jedną z tras:

 

I.Droga do Oberwaldu

 

 

Zapraszamy na szlak 🙂
Jak widać można też rowerem 😉
Sami sobie dodajcie opis 🙂
A państwo to dokąd idą :)?

II. Droga na Furkapass

 

A świstak siedzi i się przygląda 🙂
Co wam to przypomina :)?
Mniej dzikie zwierzęta też spotkacie po drodze 🙂
Widoki są całkiem niezłe 😉
2436 m.n.p.m 🙂
Opłacało się wstać o 4 i wyruszyć na wschód słońca 🙂

 

III. Droga na Grimselpass, którą do tej pory pokonaliśmy tylko samochodem;)

 

 

 

 

10. A wisienką na torcie niech będzie wizyta w grocie lodowej i możliwość zobaczenia z (bardzo) bliska lodowca Rodanu. Nie jest to zbyt droga atrakcja, jak na Szwajcarię – 9 CHF (2018 rok). Dojechać można samochodem lub autobusem, a dla Jasiów Wędrowniczków oczywiście opcja dojścia na piechotę. Za cel należy obrać Hotel Belvedere, który nieco opuszczony, stwarza niezły klimaciki tam na górze 😉

 

 

11. Jeśli Gletsch będzie jedynie przystankiem na Waszej trasie, weźcie pod uwagę inne ciekawe miejscowości, położone nieco niżej i warte odwiedzenia!

Wśród nich nasz faworyt, czyli Brienz. Jezioro o cudownym turkusowym kolorze, z jednej strony góry a z drugiej widoki przypominające norweskie fiordy. Do tego promenada, na której znajdziecie darmowe leżaki i ławki. W sezonie obejrzeć można wystawę drewnianych rzeźb, zagrać w szachy lub ping ponga, wypożyczyć łódkę/kajak/zestaw do uprawiania SUP (deska z wiosłem). Raczej nikt nie powinien się nudzić, zwłaszcza, że w okolicy znajdziecie kilka knajpek oraz supermarket, więc nic tylko urządzać piknik!

Lubiącym zgubić się w gąszczu uliczek polecamy Thun, z dobrze zachowanym zamkiem, pochodzącym z XII wieku. W słoneczne dni, spacer wzdłuż rzeki Aare to czysta przyjemność.

 

Zamek w Thun
Jak na shopping to tutaj 🙂
Jeden z surferów, którzy poradzili sobie bez dostępu do morza 🙂

Nie zapominajmy też o tym, że z Gletsch już tylko rzut beretem i jesteśmy we Włoszech. Dwie godzinki drogi i możecie spacerować wąskimi uliczkami Como, podziwiać jezioro o takiej samej nazwie, i co chyba najważniejsze – delektować się prawdziwą pizzą i lodami. 

 

Bo Italię to my lubimy bardzo 🙂

 

 

Nasza przygoda z alpejską wioską powoli dobiega końca, ale być może wrócimy tu za rok! 😉

 

No comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku