fbpx

Drezno- jednodniowy wypad na grzane wino

 

Zdarzyło nam się kilkakrotnie wigilię i święta spędzić w Niemczech. Krokietami i barszczem szturmujemy fryzyjskie stoły. Kolacja w wydaniu niemieckim tj. parówki i nieśmiertelna Kartoffelsalat (nie przesadzam!) to obraz, który powoduje, że nasi zachodni sąsiedzi kojarzą nam się raczej antybożonarodzeniowo. Jednak jeśli zastanawiacie się nad jarmarkiem świątecznym to nigdzie indziej tylko w Niemczech! Nadal nie wiem, jak to możliwe, że przy drewnianych budkach obywatele tegoż kraju bawią się doskonale, a we własnych domach już trochę mniej. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy.

 

klimacik pierwsza klasa

 

Ochota na jarmarczne klimaty naszła mnie już w październiku, więc prędko kupiłam bilety i cierpliwie czekałam na pierwszy weekend grudnia. Wybór padł na Drezno. W opcji mieliśmy przejazd autokarem, zwiedzanie miasta z przewodnikiem i wuchtę wolnego czasu już bez niego. Wyjazd był z Wrocławia i poniekąd zbiegł się z przysięgą wojskową mego brata, dlatego też mieliśmy okazję porównać sobie, jak jarmark polski wypada w świetle tego niemieckiego. Na facebooku wspominałam już, że nie jest to takie łatwe, bowiem Striezelmarkt zorganizowany został już po raz 581. a Wrocławianie gościli u siebie dopiero ósmy rok z rzędu. Formuła jest ta sama, stoiska wyglądają identycznie, kupić można podobne pamiątki, kulinarnie też bez wielkich różnic, w Dreźnie sprzedają nawet wrocławskie wino. Mimo to bardziej podobała nam się niemiecka odsłona. W mieście krasnali nadzialiśmy się na paskudny wyrób oscypkopodobny (najgorszy ze złych), nasze oczekiwania zawiódł także miód pitny no i euro wydaje się łatwiej niż złotówki 😉 10 zł za grzańca 0,2 plus kaucja za kubek? Oni chyba zwariowali! 3,5 euro za taki sam kubek plus kaucja? Daj pan dwa! ;D 

 

Alpen Power 🙂

 

 

Na jarmarkach nie pija się z byle czego, przy pierwszej degustacji płacimy kaucję za piękny kubeczek, z którym później się nie rozstajemy i do którego leją nam przy każdym kolejnym podejściu. Dobrym zwyczajem jest zabranie go do domu i postawienie na półeczce, niech się kurzy.
Mimo ścisku, tłoku, matek taranujących wszystkich wózkami i tego, że na samym początku cały grzaniec Szkodnika wylądował na mnie, podobało nam się bardzo i chętnie kiedyś wrócimy. Co robi się na jarmarku oprócz dbania o to, żeby nie zmarznąć? Do wyboru do koloru. Można odwiedzić chatkę Mikołaja, obejrzeć kukiełkowy teatrzyk, karnąć się na karuzeli, kupić piernika i zawiesić komuś na szyi, zrobić sobie zdjęcie ze śliwkowym człowieczkiem albo z czymkolwiek innym, zjeść kurtoszkalacza albo kiełbaskę, albo struclę, bo to przecież od niej wywodzi się nazwa Striezelmarkt. Można też zaopatrzyć się w ozdoby świąteczne, obejrzeć jarmark z młyńskiego koła, albo zagapić się na największą bożonarodzeniową piramidę. Z naszych obserwacji wynika, że obowiązkowym punktem jest także Primark, co druga mijana osoba trzyma w ręku papierową torbę z nazwą sieciówki. Już w autokarze słyszałam, jak grupka dziewcząt ustalała, co będzie głównym celem ich wycieczki. Byliśmy na tyle zaciekawieni fenomenem tego sklepu (no dobra, ja byłam), że ruszyliśmy na poszukiwania. Istny kosmos. Tabuny ludzi nie tylko na każdym z pięter, ale też przed samym sklepem, obrazki wyjęte z dworców – ludzie koczujący na podłodze z naręczem toreb. A w środku? Chaos. >Na jarmarkach nie pija się z byle czego, przy pierwszej degustacji płacimy kaucję za piękny kubeczek, z którym później się nie rozstajemy i do którego leją nam przy każdym kolejnym podejściu. Dobrym zwyczajem jest zabranie go do domu i postawienie na półeczce, niech się kurzy.
Mimo ścisku, tłoku, matek taranujących wszystkich wózkami i tego, że na samym początku cały grzaniec Szkodnika wylądował na mnie, podobało nam się bardzo i chętnie kiedyś wrócimy. Co robi się na jarmarku oprócz dbania o to, żeby nie zmarznąć? Do wyboru do koloru. Można odwiedzić chatkę Mikołaja, obejrzeć kukiełkowy teatrzyk, karnąć się na karuzeli, kupić piernika i zawiesić komuś na szyi, zrobić sobie zdjęcie ze śliwkowym człowieczkiem albo z czymkolwiek innym, zjeść kurtoszkalacza albo kiełbaskę, albo struclę, bo to przecież od niej wywodzi się nazwa Striezelmarkt. Można też zaopatrzyć się w ozdoby świąteczne, obejrzeć jarmark z młyńskiego koła, albo zagapić się na największą bożonarodzeniową piramidę. Z naszych obserwacji wynika, że obowiązkowym punktem jest także Primark, co druga mijana osoba trzyma w ręku papierową torbę z nazwą sieciówki. Już w autokarze słyszałam, jak grupka dziewcząt ustalała, co będzie głównym celem ich wycieczki. Byliśmy na tyle zaciekawieni fenomenem tego sklepu (no dobra, ja byłam), że ruszyliśmy na poszukiwania. Istny kosmos. Tabuny ludzi nie tylko na każdym z pięter, ale też przed samym sklepem, obrazki wyjęte z dworców – ludzie koczujący na podłodze z naręczem toreb. A w środku? Chaos. 

 

 

Heniek doskonale wie do czego służą jarmarki - do degustacji

 

 

Pomijając klimat jarmarku, Drezno warto odwiedzić ot tak. Saksońska perełka ma do zaoferowania całkiem sporo. Zbombardowane pod koniec II wojny światowej miasto, odrodziło się niczym feniks z popiołów i ponownie zachwyca przyjezdnych. Pierwsze wow zrobiliśmy wchodząc na teren kompleksu pałacowego Zwinger. Nie pełnił on funkcji mieszkalnej, miał wybudzać podziw i przywodzić na myśl rzymskie Koloseum. Efekt chyba został osiągnięty, a zasiadający także na polskim tronie August II z pewnością miał się czym chlubić. Do najchętniej odwiedzanych pawilonów należy ten ze zbiorami porcelany oraz obrazami tzw. Starych Mistrzów. Do pierwszego zaprowadzą Was porcelanowe dzwony ozdabiające fasadę budynku, które co 15 minut wygrywają charakterystyczną melodyjkę.Pomijając klimat jarmarku, Drezno warto odwiedzić ot tak. Saksońska perełka ma do zaoferowania całkiem sporo. Zbombardowane pod koniec II wojny światowej miasto, odrodziło się niczym feniks z popiołów i ponownie zachwyca przyjezdnych. Pierwsze wow zrobiliśmy wchodząc na teren kompleksu pałacowego Zwinger. Nie pełnił on funkcji mieszkalnej, miał wybudzać podziw i przywodzić na myśl rzymskie Koloseum. Efekt chyba został osiągnięty, a zasiadający także na polskim tronie August II z pewnością miał się czym chlubić. Do najchętniej odwiedzanych pawilonów należy ten ze zbiorami porcelany oraz obrazami tzw. Starych Mistrzów. Do pierwszego zaprowadzą Was porcelanowe dzwony ozdabiające fasadę budynku, które co 15 minut wygrywają charakterystyczną melodyjkę.

 

 

pan architekt zrozumiał Augusta II doskonale

 

Miasto bardzo często określa się mianem Florencji Północy, nie bez kozery, wszak większość zabytków wzniesiona została w barokowym stylu. Nie trzeba się za dużo nachodzić, żeby obejrzeć większość z nich, ponieważ tworzą swojego rodzaju skupisko. Przejście od Zwingera do placu Teatralnego, na którym mieści się m.in. opera (Semperoper) zajmuje około dwie minuty. Stamtąd nietrudno trafić na placyk dookoła którego wznosi się Katedra Świętej Trójcy (Hofkirche) i Rezydencja Wettynów. Na życzenie Augusta II budynki połączone zostały mostkiem, żeby udając się na modlitwę, jaśnie władca nie musiał stąpać po protestanckiej ziemi 😉 Miasto bardzo często określa się mianem Florencji Północy, nie bez kozery, wszak większość zabytków wzniesiona została w barokowym stylu. Nie trzeba się za dużo nachodzić, żeby obejrzeć większość z nich, ponieważ tworzą swojego rodzaju skupisko. Przejście od Zwingera do placu Teatralnego, na którym mieści się m.in. opera (Semperoper) zajmuje około dwie minuty. Stamtąd nietrudno trafić na placyk dookoła którego wznosi się Katedra Świętej Trójcy (Hofkirche) i Rezydencja Wettynów. Na życzenie Augusta II budynki połączone zostały mostkiem, żeby udając się na modlitwę, jaśnie władca nie musiał stąpać po protestanckiej ziemi 😉

 

Julian ma rację, królewskie stopy to świętość!

 

Całkiem przyzwoity widok na miasto zapewni dostanie się na Tarasy Brühla nazywane czasem Balkonami Europy. Prowadzą na nie schody umieszczone obok budynku Sądu Najwyższego. Pokonując je, warto przyjrzeć się czterem rzeźbom, które przedstawiać mają cztery pory dnia – wcale nie tak łatwo odgadnąć, która jest porankiem, a która wieczorem. Z tarasów rozciąga się widok na Łabę, nową część miasta oraz na dryfujące powoli najprawdziwsze parostatki. Idąc wzdłuż ścieżki podziwiać można budynki Akademii Sztuk Pięknych i Albertinum czyli muzeum Państwowych Zbiorów Sztuki. Dolina Łaby widoczna z promenady w 2004 roku wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Skreślono ją pięć lat później, z powodu mostu, który stanął na rzece i uznany został za zbyt wielką ingerencję w krajobraz.

 

Historia rodu Wettynów uwieczniona na ponad stumetrowym malowidle

 

Kolejnym obowiązkowym punktem jest Kościół Marii Panny (Frauenkirche). Jedna z największych chlub współczesnych budowniczych. Z kompletnie zniszczonego w 1945 roku budynku udało się uratować około 40% budulca. W czasie odbudowywania kościoła, dzięki nowoczesnym technologiom wykorzystano większość ocalałych elementów. Idealnie wpasowane w swoje dawne miejsca fragmenty można bardzo łatwo rozpoznać, pokryte są ciemną patyną przez co wyróżniają się na tle jasnej budowli.

 

179 mln. euro - tyle kosztowała odbudowa

 

Tym razem zaznajomiliśmy się ze starszą częścią miasta, niestety w grudniu bardzo szybko zapada zmrok, ale wszystko przed nami. W każdym razie bardzo chcielibyśmy zobaczyć „muzyczną ścianę” 😉

Z ciekawostek, Drezno posiada synagogę, do której nie ma komu zaglądać, bo w mieście nie mieszkają Żydzi. Jej budowę ukończono w 2001 roku, stanęła w miejscu starej, spalonej w 1938. Powiadają, że miał to być gest pojednania, zadośćuczynienia po wydarzeniach rozgrywających się w czasie wojny. Podobno nad wejściem do nowoczesnego budynku umieszczono pozłacaną gwiazdę Dawida, która uchowała się przez lata.

W stolicy Saksonii znaleźć można także… meczet. A dokładniej budynek nań stylizowany. Pewien przedsiębiorca zainspirowany podróżami po Bliskim Wschodzie, postanowił, że zleci budowę fabryki tytoniu właśnie w takim kształcie. W 1907 roku rozpoczęto budowę Yenidze (nazwa zaczerpnięta od tureckiego regionu, w którym uprawiano tytoń). Od 1997 roku charakterystyczny obiekt pełni rolę biurowca.

P. S. Jakbyście się wybierali, dajcie znać, chętnie się zabierzemy 😉

 

No comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku