fbpx

Cameron Highlands – kraina herbaty i … truskawek ;)

Cameron Highlands

Cameron Highlands – kraina herbaty

 

 

Niech pierwszy rzuci komentarz ten, kto planując wizytę w Malezji, nie uwzględniał Cameron Highlands. Bo my, jak tylko natknęliśmy się na zdjęcia w sieci, od razu wpisaliśmy miejscówkę na swoją listę. Po pierwsze ZIELEŃ. Nic nie działa na nas tak dobrze, jak zielone widoki dookoła. No chyba, że jest to zielony waran. To wtedy nie bardzo.

 

Po drugie możliwość zobaczenia pól herbacianych na żywo. Mało tego, możliwość dotknięcia listków i wypicia filiżanki w pięknych okolicznościach przyrody. Po trzecie chwila oddechu, niższe temperatury i rześkie powietrze.

 

 

Cameron Highlands

 

 

Chcąc dostać się do herbacianej krainy, kupiliśmy bilety na autobus jadący z Kuala Lumpur do Tanah Rata. O tym, że w malezyjskich środkach transportu można z(a)marznąć pisaliśmy już niejednokrotnie. Nie inaczej było i tym razem. Jednak wytoczywszy się z wnętrza autobusu, wcale nie zrzucaliśmy w pośpiechu bluz, chust i czapek. Po raz pierwszy w naszej wyprawie przydały się długie rękawki i lekkie kurtki. Szczelnie opatuleni ruszyliśmy na poszukiwania noclegu. Poszło całkiem gładko i nawet prywatna łazienka była ;D 

 

 

Cameron Highlands

 

 

Kolejne kroki skierowaliśmy ku pobliskiej knajpie, żeby posilić się po podróży. Padło na typowo hinduską kuchnię, do której jakąś wielką miłością nie pałam, ale jak się nie ma co się lubi, to się je co dają. Szybka rundka po mieście i wiedzieliśmy już, że na każdym rogu czeka agencja turystyczna, która chętnie zorganizuje dla nas jakikolwiek wypad. Pola herbaty? Nie ma sprawy! Hodowla truskawek? Się robi! Poszukiwania największego kwiatu na świecie tj. raflezji? Zaczynajmy! Do tego trekkingi a nawet farmy pszczół. 

Początkowo skusiła nas raflezja, zapał minął jednak, gdy doczytaliśmy, że w listopadzie szanse na jej zobaczenie są nikłe. Z kolei na pola herbaciane postanowiliśmy dostać się samodzielnie. Martwiła nas nieco mżawka, która nie odpuszczała przez cały wieczór, jednak na drugi dzień pogoda zaszczyciła nas pełnym słońcem. Kurtki w kąt, szybkie śniadanie i jedziemy zobaczyć te całe plantacje ;D

 

 

Cameron Highlands

 

 

Na transport wybraliśmy sobie autostop, decyzja idealna. Po kilku minutach siedzieliśmy na pace pick-upa i pędziliśmy w dół, żeby przyjrzeć się z bliska pierwszej plantacji, a konkretniej Cameron Bharat. Najbardziej zaskoczył nas fakt, że położona jest ona tak blisko drogi! Na jej teren wejdziecie za darmo, nie ma żadnej budki, nie ma pana w kamizelce, nikt nie wyciąga łapy po pieniądze. 

 

 

 

Cameron Highlands

 

 

 

Nie zobaczycie tam kobiet z koszami na plecach, w Malezji herbatę zbiera się za pomocą specjalnych maszyn. Całokształt robi jednak duże wrażenie. Może przez to, że to nasze pierwsze, tak bliskie spotkanie z herbatą. 

A może rzeczywiście jest tak fajnie 😉 Spójrzcie sami.

 

 

 

 

Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands

 

Coś dla smakoszy i fanów pamiątek 

 

 

Jak już uznacie, że starczy tego podziwiania, spacerowania, łapania promieni słonecznych etc. możecie, a raczej musicie zajść na filiżankę herbaty. Zaserwują ją Wam na tarasie, w ładnej porcelanowej zastawie. Przy odrobinie szczęścia dorwiecie stolik z widokiem na całą plantację. Nic tylko siedzieć, popijać i kontemplować. Jeśli napitek Wam zasmakuje, możecie zaopatrzyć się w puszkę liściastej w przylegającym do herbaciarni sklepie. Zakupoholicy mogą nabyć magnesik tudzież długopisik w maleńkim punkcie z pamiątkami.

 

 

 

 

Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands

 

Od liści do torebek czyli jak powstaje herbata, którą znamy 

 

Kolejnego dnia postanowiliśmy zawitać na „konkurencyjną” plantację, a konkretniej Sungai Palace Garden, która dostarcza liście jednemu z najpopularniejszych w Malezji producentów herbaty – firmie BOH. Ponownie wybraliśmy opcję autostopu i po raz kolejny wylądowaliśmy na pace potężnego auta. Teren był na tyle rozległy, że przez kilka minut śmigaliśmy między zielonymi polami, podskakując co jakiś czas na wyboistej drodze.

 

 

 

Cameron Highlands
Na tej plantacji dronem latać nie wolno 🙁

 

 

Podobnie jak w przypadku Cameron Bharat, wstęp na teren plantacji jest wolny. Możecie zrobić zakupy, wypić kubek herbaty i zjeść kawałek ciasta, podziwiając widoki z tarasu. Bonusem jest możliwość zobaczenia niemal każdego z etapów „powstawania” herbaty w mini fabryce. Darmowa wycieczka z przewodnikiem to wspaniała okazja do poznania kilku ciekawostek 😉 W razie gdybyście chwilowo nie mieli Malezji w planach, przedstawimy Wam kilka faktów dotyczących uprawy herbaty poniżej 😉

 

 

 

Cameron Highlands

 

 

 

Pierwszym i zarazem najważniejszym etapem jest sadzenie krzewów. Przez pierwszy rok trzymane są one w zacienionym miejscu, a następnie przenoszone na pola. Idealne warunki, jakie panują na terenach Camron Highlands pozwalają krzewom żyć nawet do stu lat!

 

Liście zbierane są przez cały rok. Zanim trafią do fabryki, sprawdza się ich jakość i wagę.

Jednym z ważniejszych procesów, które pomagają w uzyskaniu odpowiedniego smaku herbaty, jest więdniecie liści. Pracownicy BOH układają je w specjalnych korytach, w których przez 12 do 20 godzin poddawane są działaniu suchego powietrza. 

 

 

 

Cameron Highlands

 

 

 

Kolejny etap to tzw. walcowanie, które służyć ma zmiażdżeniu komórek liścia, tak aby jego soki  wpłynęły i weszły w reakcję z tlenem. Wykorzystuje się do tego specjalne maszyny z rolkami. 

 

 

 

Cameron Highlands

 

 

Fermentacja! Bez niej herbata nie miałaby swojego charakterystycznego smaku. Liście układa się na tacach, które umieszczane są na wolno poruszających się przenośnikach. Kluczowa jest temperatura panująca w pomieszczeniu oraz odpowiedni czas, zapewniający maksymalny rozwój smaku i zapachu. 

 

 

Jednym z końcowych etapów jest suszenie. Trwa ono około 10 minut i polega na przepuszczaniu gorącego powietrza przez sfermentowane liście. Ich wilgoć zmniejsza się wówczas z 60% do 3%.

 

 

Cameron Highlands

 

 

 

Wysuszona herbata trafia do sortowni, w której usuwane są łodygi i włókna. Następnie poddawana jest klasyfikacji ze względu na wielkość cząstek.

Zanim zostanie zapakowana i wysłana do tysięcy sklepów w całym kraju, do gry wkracza degustator. Osoba, której kubki smakowe wyczują najmniejszy fałsz. Oprócz samego smaku, sprawdzana jest również chrupkość, tekstura, ilość skrętów i równość gatunku.

Jak myślicie, nadawalibyście się na to stanowisko? 😉

 

 

Cameron Highlands

 

 A na deser truskawki 🙂

 

Drugi dzień przygody z herbatą postanowiliśmy zakończyć wizytą na plantacji truskawek. Europejczyk truskawki tratuje jako nieodłączny element lata, z kolei dla Azjaty niczym nadzwyczajnym nie są pola herbaciane. Dlatego też nie zdziwił nas za bardzo fakt, że na jednej z hodowli czerwonych owoców, oni zachowywali się tak jak my kilka godzin temu podczas spaceru wśród zieloniutkich krzewów ;D

Zdjęcia w każdej możliwej pozie, zbieranie truskawek, pochłanianie wszelkiego rodzaju truskawkowych deserów oraz pamiątkowe gadżety kupowane w hurtowych ilościach. 

W zbieranie się nie bawiliśmy, choć hodowla wygląda nieco inaczej niż w Polsce – truskawki sadzi się w doniczkach, które zawieszane są na metalowych stelażach. Ułatwia to nieco zbieranie czyż nie?

Dokładnej ceny za kilogram owoców nie pamiętam, z pewnością była ona wyższy niż na polskim targu. A smak? Jeśli truskawki, to polskie 😉 W Malezji zajadajcie się bardziej egzotycznymi owocami.

 

 

 

 

Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
Cameron Highlands
No comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

x Close

Polub nas na Facebooku